czwartek, 12 marca 2015

Upadek bardzo pechowy

Gdzieś w szmaragdowym lesie mrok powoli spowijał kołyszące się drzewa na letnim wietrze. Kakuzu idący wciąż od kilku godzin tym samym marszem, zupełnie jak terminator po dawce paliwa.  Biedny Deidara, cały ten czas ma przewieszoną przez zdrętwiałe ramię naćpaną Konan. Ciągle coś majaczy, a to o piciu wódki na czas, a to o zgrabnym tyłeczku Paina (na to drugie rudzielec aż poczerwieniał i przeszył morderczym spojrzeniem pękających ze śmiechu towarzyszy). Blondyn nigdy by się na to nie zgodził, niestety na jego nieszczęście Kakuzu wymyślił, że to będzie w ramach kary za wysadzenie połowy lasu...

-Pfff. Normalnie, to bym się buntował gdyby nie to, że ta jędza używa świetnego szamponu do włosów...- Burknął Dei po czym Sasori z mściwym uśmieszkiem dał kuksańca w wolne ramie blondyna.
- Nie farmazonuj, nie farmazonuj...  Wszyscy wiemy co do niej czujesz...
-Bo jak ci zaraz...!- Deidara zaczął się zbliżać do Sasoriego, wyglądało, jakby do zemsty zamierzał użyć bezwładnej Konan, Już złapał za jedną z dyndających niczym nitki włoskiego (Włochatego, przepoconego z zaniedbanymi, żółtymi jak wschód słońca paznokciami...) makaronu jednakże w ostatniej chwili Pain poderwał się i zapobiegł bójce między drewniakiem a blondynem, przy okazji ocaliwszy Konan
-Ej! Ej...! Uspokójcie się do jasnej cholery. Całą drogę nic, tylko się kłócicie... Nie dość, że się przekomarzacie, to jeszcze mamy do przebycia... Uh, właśnie, Kakuzu, bądź łaskawy zdradzić nam ile jeszcze... Ta trasa ciągnie się naprawdę długo.
Westchnął po czym zbliżył się do Kakuzu. Ten zaś uniósł wzrok na rudzielca, rozchylił wargi z zamiarem udzielenia odpowiedzi, gdyż nagle przerwał mu przeraźliwy krzyk, przeszywający do szpiku kości, miażdżący bębenki krzyk. Była to Konan, która miała przykre zderzenie z ziemią. Deidara pozbywszy się balastu rzucił się na drewniaka, który wyrżnął głową w gałąź jodły, po czym stoczyli się oboje ze skarpy.- Jasna cholera!- wydarł się Kakuzu po czym razem z resztą akatsuki podbiegli do krawędzi skarpy. Sasori i Deidara nie zważywszy na powagę sytuacji szarpali się w locie, Deidara co jakiś czas dla odmiany okładał Sosnowca butem Konan
- Jak uderzą o ziemię, to czeka ich pewna śmierć!- Wydyszał Pain po czym szykował się do skoku, lecz przerwał mu Hidan łapiąc go za ramię.
- Po co? Znajdziemy nowych członków, lepszych, przydatniejszych...  A ci kretyni niech idą w cholerę!- Po czym uśmiechnął się ciepło, jakby właśnie proponował Painowi kawałek ciasta orzechowego własnej roboty. Rudzielec zmierzywszy go jadowitym wzrokiem, strącił dłoń Hidana i wykonał salto. Pikując w dół złapał za kołnierz Deidarę, uderzył go z całej siły w splot w słoneczny, po czym blondyn skulił się. odchrząknął, a z ust poleciała mu struga krwi. Nie puszczając blondyna złapał drewniaka za włosy i skinął na Kakuzu.
Śniadoskóry wypuścił z rąk falę drutów które ok 20 metrów nad ziemią utworzyły plecioną trampolinę.
- Uhmm, ścieg schodkowy bizantyjski, no, no, Kakuzu- Wtrącił Kisame dumnie gładząc palcami podbródek, sprawiając wrażenie znawcy tematu. Kakuzu nawet nie uraczył go spojrzeniem.
Pain odbił się od trampoliny Kakuzu i zgrabnym susem wylądował przed resztą Akatsuki. Rzucił obu awanturników pod sosnę. Po lesie rozległ się głuchy huk. Otrzeźwiwszy się zdali sobie sprawę z powagi sytuacji. Pain stanął przed nimi, utkwiwszy w nich swój wzrok na którym malował się morderczy armagedon oraz wyrazem twarzy nie spowitej żadną emocją tworzył coś tak przerażającego, tak mrożącego krew w żyłach, że nawet rozbicie się o skały wydawało się poranną przebieżką po parku. Sasori i Deidara głucho przełknęli ślinę i wybałuszyli oczy do granic możliwości.

-Em... Gdzie Aqua?- Wtrącił jak gdyby nigdy nic Hidan. Wbrew pozorom Pain przerwał kontakt wzrokowy z ofiarami i zwrócił się w stronę Hidana
- Uh, przecież, jeszcze dwadzieścia minut temu była tuż za nami- Wtrącił Kakzu
- Czemu do cholery nikt nie kontrolował jej na bieżąco?!- Zaperzył się Pain
- Konan też zniknęła.- Powiedział Itachi zeskakując z pobliskiej jodły- Starałem się znaleźć jakieś konkretne  ślady, lecz takowych po prostu nie ma. Zniknęły bez śladu.
- Ale nie da się tak po prostu zniknąć!- Wykrzyczał spanikowany Deidara, zapomniawszy o wcześniejszym zdarzeniu.- Myślicie... Że Konan porwała gdzieś Aquę? Przecież nie przepadały za sobą od samego początku.
-Wciągnęła ją gdzieś w ciemne krzaki kiedy nie patrzyliśmy!- Oznajmił Sasori, a twarz Hidana przyozdobił znaczący uśmiech- Hyhyhy... Ciekawe co tam robiły...- Yashiniście aż poczerwieniały uszy. Nagle oberwał czymś twardym w głowę. Była to pięść Paina, któremu najwyraźniej nie spodobało się podejście Hidana.
- Oby nic im się nie stało...- Mrukną Kakuzu
- No, przynajmniej Aqle...- Dodał Kisame zaliczający wielkiego guza od Paina.

                   ***Głęboko, głęboko w ciemnym lesie**                                   
-NIE WIERZĘ! TAKI PECH!- Wykrzyczała obolała i zdruzgotana do granic Aqua. -Wpadłaś AKURAT na mnie i przygniotłaś tym wielkim grubym dupskiem przy lądowaniu ze skarpy!
-Słucham?! Jesteś bezczelna! Nie moja wina, że leziesz tam gdzie nie trzeba. Widocznie należało ci się smarku- Rzuciła Konan z mściwym uśmieszkiem.- Ty mi lepiej powiedz, gdzie jesteśmy.
-Bo ja wiem... A co, jeden z twoich pośladków nie ma wmontowanej nawigacji? Poważnie są naturalne? Przynajmniej już wiem, na kim wzorowała się Nicki Minaj...- Po tych słowach Konan rzuciła się na Aquę, lecz ta w ostatniej chwili zrobiła krok w tył, niebieskowłosa przeleciała tuż przed jej twarzą lądując w centrum ostrokrzewu. Po lesie rozległ się dźwięk zarzynanej zwierzyny- w tym wypadku okaleczonej Konan. 

Piętnaście minut później Aqua pomagała Konan wyciągać kolce z pleców.
- Nie ruszaj się, zaboli.- Mruknęła Aqua i pociągnęła ogromnego kolca spod łopatki.
- AŁAA! Cholera...! Koszmarnie boli!!!- Konan syczała, krzyczała i klęła z bólu. Czemu Aqua jej pomagała? Dlatego, że krzyki Konan były niczym muzyka dla jej uszu. Sprawiało to jej mnóstwo frajdy.
- Gdybyś nie uskoczyła, to teraz TY zwijała byś się z bólu. Czemu mi w ogóle pomagasz?- Spytała niczego nieświadoma Konan.
- A co? Chciała byś zostać w tych krzakach?- Burknęła Aqua
- No... No nie. Wiesz... Myślałam, że jesteś pustą smarkulą, ale w sumie nie jesteś taka zła...- Bąknęła Konan i spuściła wzrok.
Aqua poczuła się dosyć niezręcznie. Wiedziała, że winna się zrewanżować i powiedzieć coś równie miłego.
-Wiesz...- W jej głowie przetoczyło się z milion myśli "Coś miłoego, coś miłego... Yhh,,, wiem! Coś o jej wyglądzie... No i inteligencji! Tak, będzie dobrze..."- Gdyby Nicki Minaj i Miley Cyrus miały dziecko, z pewnością byłabyś nim ty!- "O cholera, coś pokręciłam...(.__.")" Konan aż wzdrygnęła się na odpowiedź Aquy, nabrała powietrza by zacząć się wydzierać na brązowowłosą, lecz ta szybko przerwała- Jednakże z praw natury nigdy nie miały by dzieci z przyczyn naturalnych, a ty swoją drogą jesteś całkiem ładną kobietą i... I masz niezły gust! O! To chyba ostatni kolec...!
Konan wreszcie mogła odetchnąć z ulgą. Wyrzuciła podarty płaszcz i przekręciła parę razy ramionami.
- Tak więc... Gdzie pójdziemy?
-Myślę, że lepiej będzie przeczekać tu do rana, jest nadzieja, że Akasie nas znajdą. Pozbieram trochę drewna na opał... Em... Umiesz rozpalić ognisko, prawda?- Spytała błaganym tonem, lecz ta tylko wlepiła w nią puste spojrzenie.
- Cóż... Szczerze, to tylko origami...
-Yhh! Nie sądziłam, że kiedykolwiek będzie mi brakowało Kakuzu lub Itachiego... Czy też Paina. Jest zimno i zbiera się na deszcz...- Oznajmiła, po czym kucnęła i oparła się o drzewo. Zwróciwszy twarz ku niebu wpatrywała się w smoliste chmury powoli zakrywające gwieździste niebo. Konan usiadła nieopodal Aquy, zaczęła się wpatrywać w brązowowłosą
- Tak właściwie... Czemu nie nosisz płaszcza od Paina? Widziałam cię w nim góra dwa razy.- Spytała zaciekawiona Konan, Aqua zwróciła się do niej z wyrazem zdziwienia.
-Hm... Uwielbiam ten płaszcz, ale szkoda mi go... Nie przeżył by ani godziny w towarzystwie Hidana, Kisame, Sasoriego czy też Deidary... Dlatego go nie noszę. Zakładam go na specjalne okazje...
 Konan trochę się zdziwiła odpowiedzią, lecz dobrze wiedziała, o czym mówi Aqua. Ona sama wymieniała płaszcz średnio pięć razy w miesiącu.
- Ale... Co ci tak na nim zależy, mamy ich z miliard w jednym ze skarbców Kakuzu. Każdy z nas ciągle je wymienia.
-Domyśliłam się, ale z tym pierwszym... Kurczę... Jestem sentymentalna. Em... Tak więc...- Starała się bezskutecznie zmienić temat, lecz zaczęła się plątać.- Duszno się robi...? Znajdźmy jakieś schronienie, dobrze?- Zaproponowała mocno zawstydzona Aqua i już nic nie mówiąc ruszyła gdzieś w głąb ciemnego lasu. Konan ruszyła za nią.

Szły tak z pół godziny. Ciepły pot ściekał im po twarzach, a nogi były jak z waty.
- Skały!- Wydyszała uradowana Aqua- Jest szansa, że znajdziemy jakąś jaskinię!- Konan także wydała z siebie głuchy dźwięk zadowolenia. Zebrały resztki sił i przyspieszyły. W tym samym czasie zimne krople deszczu muskały je po odsłoniętej skórze. Dotarły pod skalne ściany. Zaczęły się rozglądać za jaskinią. Truchtały wzdłuż skał gdy nagle natrafiły na spore wgłębienie.
- Powinno się nadać...!- Zadyszała Konan. Aqua chyba pierwszy raz w życiu zgodziła się z niebieskowłosą.
Zaczęły się wdrapywać na śliskie od deszczu skały. Gdy wreszcie dotarły do wgłębienia mogły złapać oddech.
- Przydało by się ognisko...- Burknęła Konan dygocąc. Aqua uśmiechnęła się bardzo szeroko
-Wiem.- W tej samej chwili sięgnęła po podarty płaszcz Konan
-Haha, po co zabrałaś mój bezużyteczny płaszcz? Nie nada się na podpałkę, jeżeli o tym myślisz.- Zachichotała Konan.- Idiotka...-Szepnęła pod nosem.
Aqua zignorowawszy Konan jednym ruchem szarpnęła za materiał. Pod płaszczem znajdowała się kupka suchych patyków oraz krzemienie.
- Wiesz, nie ma sensu pozbywać się PRZECIWDESZCZOWEGO płaszcza. Zawsze się na coś przyda W LESIE.- Aqua dumnie się napuszyła widząc zaszokowaną Konan- Kretynka...- Dodała pod nosem i wykrzywiła triumfalnie usta. Aqua 1, Konan 0.
- Pfff... Się popisałaś... A co z jedzeniem?- Wybrnęła Konan.
-Co...? Nie najadłaś się kanapeczkami Tousena?- Zapytała Aqua zakrywając sobie usta, by nie ryknąć śmiechem. Konan poczerwieniała jak dojrzały pomidor i odwróciła się od Aquy ciężko obrażona.
- Dobra, spróbujmy- Oznajmiła Aqua badawczym tonem. Chwyciła kamienie i starała się wskrzesić iskrę nad zgrabną kupką patyków.
- Wiesz Konan, podmuchałabyś czasem, by ten cholerny ogień wreszcie się rozpalił! Ciągle się lenisz!- Fuknęła na niebieskowłosą, która kuliła się pod ścianą.
- Dobra już, dobra... Skoro nawet tego nie potrafisz...- Prychnęła Konan i ułaskawiła Aquę swoją pomocą.
"Wspólnymi" siłami udało im się rozpalić ognisko. Mogły się wysuszyć i rozgrzać.
-Och... Jak przyjemnie!- Uśmiechała się Konan trzymając dłonie nad ogniem
- "Dziękuję Aqua"- Burknęła brązowowłosa udając głos Konan.
Nagle rozległ się głośny trzask z zewnątrz.
-Co to było?!- Podskoczyła Konan
- Twój tłuszcz zaczął skwierczeć. Za długo siedzisz przy ognisku tłuścioszku.- Prychnęła Aqua, po czym zachichotała, wyraźnie zaskoczona tym co powiedziała. Konan zmierzyła ją groźnym spojrzeniem. Ponownie rozległ się trzask. Konan wrzasnęła, a Aqua zaczęła się śmiać ignorując powagę sytuacji.
- Przestań...- Syknęła jadowicie- Wyjdź i sprawdzić kto tam jest.
- Porąbało cię?!- Podniosła głos- Mnie osobiście nie obchodzi, kto tam jest. Może to być nawet Święty Mikołaj. Końmi mnie nie zaciągniesz!
- Dobra!- Wrzasnęła Konan po czym odwróciła się do ściany.
-Dobra!!!- Aqua przekrzyknęła niebieskowłosą i także odwróciła się do przeciwległej ściany.
Mimo, kłótni przeraźliwe trzaski nie dawały im spokoju. Aqua rzeczywiście niespecjalnie się tym przejmowała, lecz Konan powoli odchodziła od zmysłów.
Po jakimś czasie, gdy trzaski nie ustępowały, Konan zebrała resztki odwagi. Poderwała się i podreptała do krawędzi jaskini.
- Co, myślisz, że to morderca?- Zapytała ironicznie Aqua
- A co, nie boisz się? Niczego się nie boisz? Przecież w lesie roi się od różnych psycholi...- Fuknęła Konan i powoli się wychyliła z jaskini, by móc zlokalizować źródło hałasów.
- Serio, w lesie nie ma się niczego bać.. Przesadzasz.. Wyluzuj.
- To Tousen.
- Poza Tousenem!- Aqua poderwała się z przerażeniem i podbiegła do Konan.
Przypomniała sobie świdrujące spojrzenie tego psychopaty. Nie znosiła go. Był nią wyraźnie zainteresowany wnioskując po ostatnim spotkaniu. Ale to nie było zwykłe zainteresowanie. Raczej coś w rodzaju "Chcę poznać cię od środka" w bardzo dosłownym znaczeniu. Być może skrzywienie zawodowe. Tousen jest medykiem. Zaufany podwładny Kakuzu.
- Czy... Czy on rozkłada namiot?- Zapytała Aqua przekrzywiając głowę.
- Ej, faktycznie. Było by mu łatwiej, gdyby zlazł z tego drzewa...
- Za późno, sam zleciał- Zachichotała Aqua.
Gdy dziewczyny śmiały się w najlepsze kosztem szaleńca, ten nagle je dostrzegł. Uśmiechnął się ciepło i energicznie im machał.
- O cholera!- Wzdrygnęły się obie. Nie było dla nich żadnego odwrotu z tej beznadziejnej sytuacji. Odmachały mu zmuszając się do uśmiechu.
-Oooo! Aqua! Jak miło cię znowu widzieć! Co tutaj robicie?
-Znowu...?- Zaintrygowała się Konan
- Tak. Była jakieś dwa dni temu z Kakuzu-sama i resztą członków. Czemu cię nie było Konan? Zawsze chodzisz za Painem...- Odpowiedział ironicznie, po czym groźnie zmierzyli się wzrokiem.
- Tak się składa, że miałam ważniejsze sprawy na głowie, niż odwiedzanie jakiegoś konowała...
- Cóż, to może nawet i lepiej, przynajmniej kwiatki mi nie zwiędły.- Odciął się Tousen, przez co Konan się zapowietrzyła.
Aqua nie sądziła, że Tousen może być taki... Dobry. Nie pamiętała, by ktoś poza nią doprowadził Konan do tego stanu.
-Dobre!- Wyrwało się Aqle, aż Tousen podskoczył. Przez chwile musiał zapomnieć, że w ogóle ktoś jeszcze znajduje się poza nim i Konan.
- Ooo, widzę, że blada skóra trochę się wykurowała!- Uśmiechnął się.
- A-a-ale... Jaka...- Aqua nie wiedziała co odpowiedzieć na to... powitanie? Normalnie w zwyczaju każdy ma " Och, nic się nie zmieniłaś kochana!" czy też"Boziu, jak się zmieniłaś, urosłaś! Pamiętam jak byłaś takim małym oseskiem...". Zamiast tego od Tousena można usłyszeć, że mamy nadkwasowość żołądka, chorobę nerek, lub też jak w tym przypadku- "blada skóra się wykurowała!" Pewnie to coś w rodzaju "Jak miło cię znowu widzieć".
-Ale dalej się jąkasz...- Zacmokał. Sprawiał wrażenie zatroskanego.
-Ja się nie jąkam!!!
-Słabe nerwy... Nie dobrze...
-Ehhh!- Aqua już wolała się nie odzywać, bo nie chciała, by do jej kolekcji trafiło "instynkt mordercy".
-Po co rozkładasz namiot?- Wtrąciła się Konan
- Aaaa, namiot. Tak się składa, że w tych rejonach jest gleba wspaniałej jakości.
-Czarnoziem?
- Co?! Nie! Broń Boże!- Zaperzył się- Ja tu hoduję Exuholixus mondelis!
- Dobra, przyznaj, wymyśliłeś to na poczekaniu...- Zarzuciła mu Aqua.
- Nie! To mojej robocizny zarodek muchołapa. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to już jutro wyrośnie mi przepiękny okaz! Jest zasadzony, o tam- Wskazał na jakąś symetryczną kupkę gniadej ziemi. Wyglądała jakby uklepywał ją godzinę, odmierzał linijką i sprawdzał dziesięć razy poziomicą. Była wręcz idealna.
-Haha! Przerzuciłeś się na zabijanie roślin? Będziesz ogrodnikiem? A to dobre!- Zaśmiała się histerycznie Konan, aż wszystkie ptaki w obrębie 5 kilometrów odleciały w popłochu.
- Nie! Mam urlop i tworzę nowe gatunki...-Uśmiechnął się Tousen- Ach... Aqua, pozdrów ode mnie Kakuzu. Czemu tak właściwie nie jesteście z resztą? Taki samotny spacer po lesie czy jak...?
-Niee... Po tym, jak Konan wpadła na mnie i przygniotła tym wielkim dupalem, odłączyłyśmy się od reszty i teraz nie możemy ich znaleźć...- Westchnęła (jeszcze obolała) Aqua.
-Uważaj na słowa...-Syknęła Konan- Właśnie. Ciekawe, gdzie oni się teraz podziewają...
Akatsuki
Akatsuki zagłębiali się w gęste chaszcze w poszukiwaniu Konan i Aquy, niestety zaczynali powoli tracić nadzieję na ich odnalezienie. Zaczynało się ściemniać i w dodatku byli już bardzo znużeni tropieniem zgub. Postanowili zatrzymać się i rozpalić ognisko.
-Nie jestem pewien, czy dobrze robimy... Powinniśmy nie tracić czasu na pierdoły.- Oznajmił Pain spoglądając na swoich towarzyszy.
-Pain, chodzimy po tym przeklętym lesie szmat czasu, daj się przespać...- Burknął Hidan usadawiając się pod sosną.-Na pewno się znajdą.
-Cóż, spróbuję przeszukać na wszelki wypadek okolicę.-Westchnął Itachi po czym w mgnieniu oka zniknął im z oczu.
Pain dalej rozmyślał w którym miejscu mogły zniknąć, ale kompletnie nic nie przychodziło mu do głowy. Miał ogromną nadzieję, że są całkowicie bezpieczne. Gdyby tylko wiedział, na kogo wpadną, to jeszcze w tej sekundzie zrównał by cały las z ziemią... I wcale nie chodzi tu o Tousena.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~





piątek, 29 sierpnia 2014

Propozycja Kakuzu i podejrzane kanapeczki.

JESTEM GŁOOOODNA!!! >///< <burczu burczu>
To zjedz coś c:
Och, no tak! Ale ze mnie kretynka, że też wcześniej na to nie wpadłam! =o="
Co ja ci mogę poradzić...? Jesteś w lesie! Włóczysz się już tak z 5 godzin jak nie więcej! 
A mogłam wziąć te podejrzane kanapki od pana psychola =,= Nie byłabym głodna i widziałabym moje skryte fantazje...
Ulala, zaczyna się robić pikantnie!^///^
...Tysiące latających łóżek, a przy nich Izaak Newton zrzucałby kanapki z dżemem, dżemem do góry! Oooo taaaak *Q*
Aqua, przykro mi, wszystko wskazuje na to, że jesteś porąbana C:

P- <przygląda się nieobecnej dziewczynie> E... Aqua? Dobrze się czujesz? .__."
A- Dalej Newton, chcę więcej Dżemu! Hyhyhyhyhy *__*
P- Eeeeee... Nie wnikam .___."
H- Może powinniśmy gdzieś się W KOŃCU zatrzymać, z naszą Aquą nie jest najlepiej...  ._." <look na Aquę>
A- <Tuli samą siebie> Nie, naprawdę ta pościel jest wspaniała, tylko dolej kwasu salicylowego, mości hrabio ^W^
D- No co ty nie powiesz? c:
Ka- Myślę, że tu będzie idealnie.
P- Dobrze, wy wszystko przygotujcie, a ja rozejrzę się za drewnem do ogniska. Przy okazji spróbuję znaleźć Konan...
S- Ehhh, A bez niej jest tak przyjemnie ;'c
P- Sasori! Ona jest częścią Akatsuki, to oczywiste, że musimy ją znaleźć!
S- A o Orochimaru się tak nie martwiłeś, gdy odchodził!
P- Jeszcze słowo...
D- Sasori, kretynie. On sam odszedł, ta parszywa menda =,=
A- Wziumm Wziummm! <udaje samolocik, szybując między drzewami>
I- Z nią jest coś naprawdę nie halo...
Ka- Mam wrażenie, że jednak skusiło ją żarcie Tousena... -,-" <zatrzymuje ją, mówi jak do małego dziecka> Co tam masz?
A- <ma w plecaku (od Tousena, ze śpiworem) śniadaniówkę> Mam tam dwie choroby weneryczne oraz śpiwór c:
D- Co. -.-"
Ka- A w pudełku?
A- Dobrze, pokażę ci, ale broń cię panie Yashinie, jeżeli potrzesz pudełeczko -3-"
Ka- A czemu mam nie pocierać?
A- Ponieważ <przybliża się> jest tam zamknięta...
T- DŻIN?! *_*
Ka- ZAMKNIJ SIĘ IDIOTO. =,= Bo ją spłoszysz! Eyy... Co tam masz? ^-^"
A- MAGDĘ GESZLERR!!!! Mwahahaha <dalej biega jak potłuczona, przy okazji wypada jej pudełeczko>
Ka- <podnosi je i otwiera> Wiedziałem!
P- Co to? Kanapeczki od Tousena? -,-"
Ka- Jakże by inaczej =.=
S- No i co my teraz zrobimy? Albo wykończy nas, albo samą siebie -,-"
A- Bum bum! Jestę Alkaidę! Dadadadadadadadad! Bum bum! @_@ <przebiega koło Kakuzu>
Ka- <HDSZ! Uderza ją z ,,karata" w kark> Myślę, że jak się prześpi, to dojdzie do siebie...
I- Świetny pomysł. <podnosi ją z ziemi>
T- Tobi się boi ciemnego lasu...
D- Właśnie, gdzie się zatrzymamy...?
H- Kakuzu...

Kakuzu widząc, że nie ma innego wyjścia, złożył nietypową propozycję. Sam Liderek był dość zaskoczony. Zaproponował zatrzymanie się w jednej z jego willi, położona była nad morzem w jednej z najbogatrzych dzielnic. Mogli się tam zatrzymać na czas odbudowy siedziby. 

T- Kakuzu-sempai, jesteś niesamowity *o*
D- Fantastycznie! *-*
Ka- Jest mały haczyk.
I- Jaki niby?
Ka- Próbowałeś kiedyś przejść całą Amerykę na piechotę? -,-"
I- Nie mów, że...
Ka- Tak, znajduje się bardzo daleko. Bez noclegów ani rusz.
P- Eh, ale jak nie ma innego wyjścia...
D- Nie ma czegoś bliżej!?
Ka- Albo ta, albo żadna inna -,-"
S- Czemu upierasz się akurat o TĘ willę?
Ka- Ponieważ są tam pokaźne podziemia, gdzie nie wykryje nas żadna straż, a gdzieś chyba trzeba planować, urzędować i tak dalej, w naszych akatsukowych sprawach, nie?
P- Hmm, rzeczywiście był by problem, gdyby dowiedzieli się, że Akatsuki tam są, zaraz by chcieli nas zlikwidować, nie mówię, że to by im się udało, ale wiecie...
I- Eh... A biedna Aqua nadal o niczym nie wie...
Ka- Niech ,,trzeźwieje" w spokoju -,-"
Ki- To może teraz rozpalmy ognisko i rozłóżmy namioty, jestem trochę śpiący... <ziew>
P-Dobra, wy idźcie spać, a ja jeszcze poszukam zguby...

 Rześki poranek, Kisame i Itachi poszli łowić ryby, Deidara i Sasori poszli szukać drewna na opał, Paina wciąż nie było, Kakuzu i Hidan sporządzali mapę w pobliżu namiotu, by przypilnować dziewczyny-Tobi pomagał im w badaniu terenu. Aqua spała w najlepsze, była oszołomiona psychotropami Tousena.

A- Mfmfff... T-to dzień... C-co to!? Trumna?! AaAAAAaaAA!!!

Dziewczyna zaczęła się szamotać po całym namiocie, myśląc, że to trumna, gdyż nigdy nie spała w czymś takim.

Ka- Jasna cholera, a myślałem, że sen jej pomoże w trzeźwieniu =,= <biegnie do namiotu>
H- A może ona tak zawsze? Nie potrzebuje psychotropów, by zachowywać się... TAK. ._."
Ka- <Otwiera namiot>
A- <Wyskakuje jak strzała prosto na plecy zdezorientowanego Kakuzu> Kakuzu?! Ciebie też zabili?! Jesteśmy w zaświatach! ;O;
Ka- Aqua, uspokój się, to żaden zaświat, nikt nas nie zabił -,-"
A- Aa-a-a-a ta trumna? ;_;
Ka- To nie jest trumna, to namiot -_-" Mam pytanie, cz zjadłaś kanapki od Tousena?
A- Nie.
Ka- C-co? Jak to?! Wyraźnie byłaś pod wpływem psychotropów... I miałaś też kanapki w plecaku nafaszerowane lekami .____."
A- Nie zaglądałam do plecaka, a ty wyraźnie zabroniłeś mi jedzenia kanapek od Tousena.
H- To skąd to zamieszanie? .-.
A- A bo ja wiem? A, Tousen to wcale nie jest taki zły człowiek ^_^ Jak wychodziliśmy, to na drogę dał mi lizaczka ^W^
Ka- Co. ._______."
H- Z-zjadłaś go? xD
A- No co? Głodna byłam... Ale żadnych kanapek nie jadłam!
Ka- <załamuje się> Aqua, nigdy, przenigdy nie bierz nic od Tousena! Nigdy!
A- A-ale to tylko lizaczek ... Był tam w środku taki fajny biały proszek! Najlepszy z całego lizaczka ^W^
H&Ka- <gleba>
P- Co się stało?! Usłyszałem krzyk!
I- O, Aqua wstała.
D- <Tuli Aquę> Aqua, ja wiem, ja wiem, że widok Hidana o poranku to traumatyczne przeżycie...
H- Widzę, że tęskno ci do bycia rozczłonkowanym, co Deidara? @_@ <zakasał rękawy>
A- Mfmfmfmfmmf =,="
I- Deidara, ona się dusi... -,-"
D- Oh, no tak...
A- <głęboki wdech>
P- Dobra, wytłumaczyliście jej chociaż, co planujemy?
A- Co planujecie? .___."
P- Czy ja mam się pogniewać? =,=
H- N-nie było kiedy...
P- Zamilcz! -.-"

~~~~~~~~~~~~~~~~Pół godziny później...~~~~~~~~~~~

A- Mnie tam pasuje.
P- To się cieszę. Dobra, zwijamy się. Kakuzu, w którą stronę się udamy oraz gdzie się zatrzymamy?
Ka- Pójdziemy na zachód. Zatrzymamy się w całkiem przyjemnym hoteliku na jedną noc. Później ruszymy bardziej na północ, gdzie uda się załatwić busa, którym przejedziemy większą część trasy. Dojedziemy do granicy, gdzie prawdopodobnie będziemy musieli zrobić małe ,,bum". Znów przejdziemy na piechotę kawałeczek, być może znowu zatrzymamy się w hotelu na noc. Przejdziemy do pewnego miejsca, gdzie zabierze nas moja limuzyna, która dowiezie nas na miejsce. Po drodze oczywiście będziemy musieli zrobić zakupy, wiadomo. Higiena, odzież, prowiant...
P- Wszystko jasne?
All- T-tak .-.
T- A gdzie Konan- sama?! ;-;
P- Ach, no tak. Kazałem jej się umyć w pobliskim jeziorku, strasznie capiła, była przemoczona i coś majaczyła. Pomogłem jej dojść do siebie, powinna zaraz tu być.
S- A może zjadły ją krokodyle... c:
P- Bez krzywych tekstów mi tutaj =.=
A- <wyciągnęła pudełko z kanapkami od Tousena i położyła przed sobą na pobliskim kamieniu> Wstrętny, stary dziadyga, jak on mógł =_= <dźga je kijem>
Ko- Już jestem! Wiem, jak bardzo się za mną stęskniliście, ale spokojnie, nic mi nie jest! ^_^
D- Szlag...
I- Gdzie ty byłaś?
Ko- No... Najpierw usłyszałam huk, później poczułam wiatr we włosach... I znalazłam się w samym środku lasu...
S- Nie mogłaś tam zostać? Wpasowałabyś się... -_-
P- Sasori... <mierzy go ostrzegawczo wzrokiem>
A- <dźg, dźg>
Ko- Och... Aqua... Ta dziewucha jeszcze tu jest?-,-"
P- Tak, jest, i pozostanie bardzo długo.
Ko- Zgubmy ją -,-
Ka- A przeszkadza ci w czymś?

Szmata c:
Ano widzisz. Musisz się z nią męczyć...
Nie martw się Aquos. Coś czuję, że nie będę miała z nią większych problemów... c:

Ko- O! Kanapki!
All- NIEEEEEE!!!! .O."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Emmmm.... Tego... Jakby tu się wytłumaczyć... ^_^""" Po pierwsze: Na początek chcę wszystkich przeprosić... Gomenasai! Gomnasai, gomenasai, gomenasai!!! ;-; Po drugie: Jakbym miała zamiar zamknąć bloga, to szybko poinformowałabym Was. To znaczy... O tej przerwie nie dałam znać, mój błąd, gomen ;/ Nie była planowana, ale jakoś tak przez całe wakacje było za mną... Ten tego... Nie tego. Trochę się rozregulowałam. Uwielbiam pisać, więc tak szybko się mnie nie pozbędziecie. Pomysłów mam całe góry. Czasem mniejsze, jak u Was na podwórku, czasem większe jak Mount Everest. Wielkie dzięki za wcześniejsze komentarze, to miłe. Bardzo miłe :3 Do zobaczenia!

Aqua~



















poniedziałek, 31 marca 2014

Szpitalna Układanka- Czyli Psychiczny Pan Doktor

Co do... AŁŁ... >///< Ale boli... Czemu jest tak ciemno? HALO? 
- Może to dlatego, że masz zamknięte oczy? -,-"
Mam mroczki przed oczami ;-; 
- Wstawaj, tylko ty leżysz.
Aquos, przypomnij mi, co się stało .__.
-Ehh... Była ciemna, zimowa noc. Wokół biało niczym...
Do rzeczy! =__=
-Ej, nastrój chciałem zrobić >_<
Ja ci zaraz zrobię nastrój! Jak kopa zasadzę, to będziesz miał swój $#%$# nastrój! >o<
- Daidara zrobił bum bum, a wy fru fru w powietrze i jeb jeb na ziemię. Pasuje =,=
Nie mogłeś tak od razu? 
-<facepalm>

T- Aqua-san! Aqua-san!!! Wstawaj! ;o;
S- Tobi, uszkodzisz jej słuch jak dalej będziesz się tak darł -,-
A- Czy ktoś widział numer tego... /__\
T- Aqua-san! Ty żyjesz!!! ^O^ <ściska>
A- Ano żyję...
Ki- Ej, a co z Deidarą?
I- A co ma być? Wysadził się, raczej tego nie przeżył...
T- DEIDARA-SEMPAI!!! DEIDARA-SEMPAI!!!
H- No nie, Tobi wpadł w histerię... ;_;
A- A gdzie rudzielec?
Ki- Pain? Poszedł gdzieś z Kakuzu, bo Kakuzu przysłano ptaka pocztowego i poprosił Paina na stronę...
I- <ściszonym głosem do Aquy> Ej, Aqua, przy nas mów na Paina jak chcesz, ale upewnij się, że Liderka i Konan nie ma w pobliżu. Pain każe do siebie mówić ,,Liderze". Raz Deidara św. Pamięci powiedział na Lidera ,,Blaszak". Przez 2 miesiące nie był w stanie normalnie funkcjonować, a Lider zawołał go tylko na 5 minut do biura... No i...
Ki- I Konan to parszywy konfident starający się o względy Lidera... Z małym skutkiem ._.
A- O___O
P- Jesteśmy. Mam dwie wiadomości, jedna zła, druga jeszcze gorsza.
H- No, słuchamy .__.
P- Zła wiadomość jest taka, że Deidare znalazł oddział wyszkolonych sanitariuszy. Szczęście w tym takie, że są to ludzie Kakuzu, więc jesteśmy bezpieczni.
Ki- A ta gorsza? .__.
P- Musimy po niego pójść -__-"
S- Daleko to jest?
Ka- Nie zbyt. Dojdziemy tam w 4 godziny.
H- CO?! Kakuzu! Nie bądź taki! Pogadaj z nimi czy coś! A sam przyjść do nas nie może??? ;o;
Ka- Hidan, przestań marudzić jak dzieciak. Myślę, że raczej ciężko byłoby ci się poruszać, gdybyś był rozerwany bombą =,=
H- Pffff, cienias -,-
Ka- Oh? Nie sądziłem, że jesteś taki odważny. To jak? Chcesz się przekonać, jak to jest poruszać się w kawałkach? <nadstawia zaciśniętą pięść>
H- <ciężko przełyka ślinę> N-nie, Kakuzu, ja tylko żartowałem, przepraszam ;__;
Ka- Hm, od razu lepiej.
H- Ej?! Jak to nie sądziłeś, że jestem odważny?! Co ty sobie-
Ki- Skończcie w końcu, im wcześniej zaczniemy iść, tym szybciej dokopiemy Deidarze @_@
A- Pan ,, mam skrzela na policzkach i chodzę po lądzie" dobrze gada.
Ki- No właś...- EJ! To z ,,Panem ze skrzelami na policzkach" to o mnie było? >O<
A- Nie ma czasu, idziemy po blondynę!
Ki- T^T <tak bardzo zignorowany>

Jest las, zaczyna się ściemniać, wilki już wyją swoją wieczorną pieśń do kotleta eyey, ten no... Księżyca .__." Każdy szedł marszem, nikt nie zostawał w tyle... 

A- <szczęka zębami> Czemu nocą jest zimno brrrzzzz >_<"
T- Kakuzu- sempai! Daleko jeszcze? ;-;
Ka- =,=" <masuje skroń>
H-Tobi, na litość... Przestań się w końcu pytać co pięć minut, bo od 3 godzin nie dajesz nam spokoju!
T- Tobi chce zobaczyć Deidare-sempai!;o;
P- Zaraz zobaczysz... Według współrzędnych to powinien być ten budynek przed nami.
A- Świetnie! Widzę, że tu są kolejni geniusze, którzy postanowili wybudować się w samym środku lasu. Genialnie! <klap klap> =,=

Ponuro wyglądający szpital był już na wyciągnięcie ręki. Wyszli z niego jacyś dziwni ludzie w kitlach. W ogóle nie przypominali lekarzy, których pokazują na co dzień w różnorakich serialach...Ustawili się w dwóch rządkach po lewej i prawej stronie drzwi. Stanęli na baczność, lecz żadnej komendy nie było. Po chwili ze szpitala wyszedł dość wyróżniający się z całej reszty mężczyzna. Kierował się w naszą stronę, podszedł do Kakuzu i nisko się ukłonił, po czym uścisnęli sobie dłonie. 

Ts(Tousen)- Miło mi cię znów widzieć, Kakuzu- sama.
Ka- Wiesz po kogo przyszedłem.
Ts- Jakże by inaczej <patrzy przenikliwym spojrzeniem za Kakuzu, gdzie stoi reszta> Rozumiem, że oni wchodzą z tobą...?
Ka- Tak. Ten bezmózgi blondyn wysadził całą siedzibę, łącznie z paroma ładnymi hektarami lasu...
Ts- Um... To źle, bardzo źle... Ale mózg ma akurat nienaruszony, wiem, bo sam sprawdzałem.
A- <blada> { Kim jest ten typek .__." Zagorzały fan medyki? =-=}
Ts- A tę dziewczynkę widzę po raz pierwszy... <kuca tuż przed nią> Jest przeraźliwie blada. Może powinienem pobrać krew do zbadania... Najlepiej zostań na kilka dni, mamy świetne sale i opiekę! Hmm... przeszczep też nie zaszkodzi... <nakręca się>
A- C-c-co? Przeszczep? Czego?! O_O
Ts- O! Jąka się, korekcję strun też zrobimy!
Ka- <Jebut Tousena> Opanuj się idioto =,= Jąka się, bo ją straszysz. Samą twarzą już przyprawiasz o dreszcze...
Ts- Tak się składa, że twarz mam fantastyczną! Może mam nieco inny styl bycia...
A- {Gościu brzydki nie jest, ale bez przesady... A ten styl bycia jest oddalony od normalnego... BA! O kilka lat świetlnych! ;-;}
Ts- Wracając... Wejdźcie do środka, moja asystentka wam powie, gdzie wasz przyjaciel się znajduje. Za mną.

Wszyscy idą za doktorkiem. Pielęgniarze po bokach kłaniali się do samych stup, gdy Kakuzu przechodził... Jest bardzo ważną osobistością jak widać. Wszyscy byli już w środku, Kakuzu podszedł do potężnie zbudowanej kobiety, która przypominała pielęgniarkę...

(Pi)elęgniarka- Witam serdecznie Kakuzu-sama! <ukłon>
Ka- Gdzie leży Deidara?
Pi- Chodzi o tego blondyna?
Ka- <kiwną głową>
Pi- Jest w sali numer osiem...
H- Świetnie, idziemy!
Pi- ... dziewięć, dziesięć i trochę w jedenastce się znajdzie.
All- Eeeeeeee.... O_______________O"
Pi- Korytarzem prosto, później w lewo i po chwili w prawo.
P- Idziemy, nie ociągać się.
A- { Ten gamoń naprawdę się wysadził na kawałki, cholera, gdzie ja wylądowałam -,-" } E-ej, Kakuzu...
Ka- O co chodzi?
A- Skoro Deidara jest w kilku częściach, to przypadkiem, no tego... Nie żyje!? =o="
Ka- Tutejsi lekarze mają kilka zakazanych technik, Deidarze nic nie będzie.
A- A-aha... .____."
H- To tutaj!

Hidan otworzył drzwi, wszystkim ukazała się głowa Deidary, leżąca na metalowym stole. Wbite w nią było kilka narzędzi lekarskich, wszystko wyglądało dość normalnie, tylko jeden, mały szczegół nie dawał nikomu spokoju... A mianowicie...

Ki- CZEMU ON ŻYJE?!?!?!?!
H- Chyba zaraz zwrócę własny żołądek x__X
I- I ty to mówisz? Byłeś tysiące razy rozczłonkowany.
H- Ale nie sądziłem, że to aż tak obleśnie wygląda x__X
Z- No, no, biedny Deidara, tak nisko upadł ._."
D- JA WSZYSTKO SŁYSZĘ!!! ODDAJCIE MI CIAŁO NATYCHMIAST!
A- No, no, ale włosy mu ocalały. ._."
Ki- Te jego blond włoski powinny się zwęglić na samym początku eksplozji c:
S- Muszę wziąć od niego namiary na fryzjera c:
D- Nienawidzę was! Nienawidzę =,=
Ka- Hoo? Ok. Zwijamy się, nic tu po nas.
D- E-ej! Czekajcie, żartowałem! Nie bierzcie tego tak na poważnie!
P- Wiesz, mógł byś okazać choć odrobinę wdzięczności.
A- Szliśmy tu ponad 4 godziny, a ty sobie tylko leżałeś... I to na kilku łóżkach ;x
D- Nie wkurzaj mnie -.-"

Do sali weszła stosunkowo młoda pielęgniarka w blond włosach, spiętych w kok.

R(ena)- Kakuzu-sama! Witaj, co cię do nas sprowadza? <rzuca mu się na szyje>
Ka- <Odsuwa się, przez co dziewczyna wpada na ścianę>
R- <otrzepuje się i powtarza przywitanie> E... Dzień dobry Kakuzu-sama.... <kłania się>
Ka- Sprowadza mnie ten oto przygłup bez ciała -_-
D- Kogo nazywasz przygłupem, przygłupie?! <zapadła cisza>
H- Uuuuuuu.... Przesadziłeś...
Ka- Przygłupie powiadasz? Widzę, że chcesz się przekonać, jak to jest mieć jeszcze głowę w kilku nano-kawałkach.... <łapie blondyna za włosy i unosi>
D- AAAA >O< GomenasaiGomenasaiGomenasaiGomenasaiGomenasai!!!
Ka- O, zebrało ci się na płacz?
D- <łzy ściekają mu po twarzy> Nie chciałem, wyrwało mi się, gomen ,,>_<,,
Ka- No, no, to mi nie wystarczy za tę zniewagę mojej osoby.
D- Zapłacę ci! Oddam wszystkie pieniądze jakie mam.
R- To ja pójdę już... <wychodzi z dziwnym uśmiechem>
Ka- Pieniądze mam, twoja cała ilość pieniędzy jest niczym, w porównaniu z tym, co ja zarabiam na tydzień....
D- Dobra dobra dobra! Wysprzątam ci pokój! Będzie lśnił!
Ka- To już jest bardziej interesujące... Kontynuuj.
D- Cały pokój!
Ka- To może tak...  Mój pokój, toaletę i umyjesz moje samochody włącznie z limuzyną, będzie cię także  zobowiązywała tajemnica, co trzymam w poszczególnych miejscach.
D- No, no dobra... Jeden raz mi nie zaszkodzi...
Ka- Oj, tośmy się nie zrozumieli. Mi chodziło, że będziesz u mnie sprzątał CODZIENNIE, na czas nieokreślony...
D- S-słucham?!
A- <po cichu do Itachiego> Kakuzu ma samochody? I limuzynę? Ktoś o tym w ogóle wiedział? Czy jak zwykle ja jestem niepoinformowana o takich rzeczach? Kiedy on w ogóle tym jeździ?!
I- Kakuzu jest potężnie bogaty... Ma mnóstwo cennych rzeczy. Czasami znika, a to w dzień, a to w nocy... Jako jedyny ma swój ,,własny kąt", bo każdy ma pokój w parze z partnerem...
Ki- Ej, Dlaczego Kakuzu ma własną toaletę?!
A- A wy nie macie?!
Ki- Nie, a ty?!
A- Ey... N-nie... { No co? Mam się przyznać, że mam swój własny kąt i do tego toaletę? Zaraz by zrobili mi najazd na mój pokój, niech myślą, że cierpię tak samo jak oni ;-;} To jest niesprawiedliwe! ;x
D- Ja nie dam rady tego ogarnąć!
Ka- Hm? Poddajesz się? No dobrze, pożegnaj się z...
D- Nie! Stop! A-a mogę sobie dobrać pomoc?!
Ka- Ho? Pomoc? Nie źle kombinujesz. No dobrze, ale wątpię, że ktoś się zgodzi na...
A- Ja się zgłaszam! ;x

Wzrok wszystkich skierował się na Aquę stojącą prawie że na środku z podniesioną ręką i miną w stylu ,,Co mi tam, podjęłam decyzję, ale nawet nie wiem, w co się pakuję!", lub bardziej współcześnie określę: ,,YOLO" c:

Ka- E? Aqua? Ty i sprzątanie? Nowość. .__."
D- N-naprawdę chcesz mi pomóc? ;o; <rozmarzony>
A- Hai! Pomogę Deidarze! { I zobaczę jak mieszka najbogatszy akatsuk! *.*}
Ka- Hmm, nie będę wnikał. <podejrzliwe spojrzenie na dziewczynę> Albo nie... Co to za błysk w oku?
A- Hę? Jakim oku? Ja po prostu chcę się nawrócić i być dobrym człowiekiem!

W całej sali rozległ się śmiech...

A- =,=
Ka- W-wybacz <krztusi się ze śmiechu> Ale ty nie możesz mówić poważnie, w twoich ustach to tak nierealnie brzmi, że aż niepoważnie słodko xddd
I- Nasza Aqua chyba się zgubiła w lesie, bo ty nie możesz nią być ;D
P- Nie mogę sobie wyobrazić ciebie z jakimkolwiek narzędziem sprzątającym c:
S- Ty ledwie co wstajesz z łóżka, a jak już próbujesz, to i tak kończysz na podłodze i dalej śpisz x3
A- Aż tak jestem leniwa? ;_; Ranicie Y^Y
P- Wybacz, ale chyba wyznaczymy kogoś innego... <ociera mokre oczy>
A- Ale ja chcę pomóc Deidarze! Chcę! >///<"
Ka- Dobra, dobra, jak chcesz, to możesz spróbować, ale dasz sobie zrobić zdjęcie.
A- A ty dasz sobie połamać żebra c:
P- Uu, kicia pokazała pazurki ^_^
A- Grrrr >///< Nienawidzę was ! >O<
I- Wiemy, wiemy <klepu klepu po głowie>
D- Eekhem! Nie chcę wam psuć tej wzruszającej chwili...
H- To nie psuj.
D- '____' <zatkany>
Ka- Dobra, pozszywam cię i się zwijamy...
D- No nareszcie...

Nagle z głośników szpitalnych rozległ się pisk i ktoś przemówił...

G(łos)- Hahahahahahaha! Nie będzie wam tak łatwo zwinąć się z tego szpitala! Tak się składa, że ukryłem wszystkie rozerwane części blondyna gdzieś w różnych zakamarkach szpitala! Macie czas do wieczora, inaczej wszystkie części rozpuszczą się w kwasie! Mwahahahahahah! <rozłącza się>
T- Nie!!!!!!! Deidara sempai!!!
D- Moje kończyny!;o;
Ki- O co chodzi?! Co to za psychopata?!
H- Nie! Nie wierzę, bałem się, że kiedyś wyląduje w takiej sytuacji! Teraz wszyscy zginiemy!!!
A- Głodna jestem ;-;
All- <wszyscy patrzą na dziewczynę> -__-"
Ka- Za każdym razem, kiedy tu jestem. Zawsze!

Wkurzony Kakuzu podszedł do ściany i ją rozwalił, przechodząc do następnego pokoju znowu rozwala ścianę i tak w kółko... W końcu stanął w jednym miejscu, zrobił dziurę w podłodze i wskoczył na niższe piętro. Wszyscy pobiegli za nim. Oczom Kakuzu ukazał się Tousen, był otoczony trzema komputerami, koło niego stał mikrofon i modulator dźwięku. Stało tam jeszcze picie i jakieś jedzenie. Zaskoczony zerwał się z krzesła jak poparzony.

Ts- K-Kakuzu-sama! Witaj... Właśnie miałem was uprzedzić, że w szpitalu grasuje psych...-
K- <łapie Tousena za szyje i unosi> Co ty sobie cholera wyobrażasz psycholu? =,=
Ts- Ja... Ja tylko...
P- A więc to jego sprawka?
A- <śmieje się> Szkoda, że nie ma tu Konan, byłby cosplay ,,scoby'ego" x3 Ten parszywy opryszek wszystko ukartował! Mwahahahahahah c;
All- ?! =,="
A- No co? Głodna jestem ;-;
Ka- Co z tobą? Przecież lekarzem jesteś, a nie przedszkolanką -,-"
Ts- Wiem, ale... Ale miało być zabawnie... Ja wiecznie siedzę w tym szpitalu, a największą atrakcją jest tutaj dosypywanie losowych ziółek i leków do bufetowego jedzenia dla pacjentów i obserwowanie ich reakcji... Eh...
T- To takie smutne! Tobi przytuli!
Ts- N-nie! Nie trzeba...!
P- Słuchaj, zamiast robić takie chore rzeczy, to ewentualnie mógł byś przyjść jak ci się będzie nudzić... No nie wiem... W roli opiekunki do Aquy... Czy coś...
A- Co takiego?!
P- <zatyka jej usta> Albo po prostu tak sobie ekem... Ale się zapowiedz! -,-
Ts- N-naprawdę?! ;O; Mógłbym?! <rzuca się na szyję>
P- <Odsuwa się>
Ts- Auć... Chętnie się zajmę Aquą, jestem po pedagogice! Nastoletni wiek jest bardzo trudnym wiekiem...
A- Kakuzu... Mogę go zabić? ;-;
Ka- Ehh, wracajmy już.
P- To świetny pomysł. Idziemy.

<wszyscy zmierzają do wyjścia>

D- EEEEJJJJ!!!!
Ki- O,zapomnieliśmy o tobie ;-;
D- =___=
Ka- Są już wszystkie jego części?
T- Hai ^_^ Tobi poskładał.
Ki- Tobi, ale stopa nie może być w łokciu -,-
T- Tobi przeprasza ;-;
I- <składa> Tak powinno być dobrze.
Ka- No dobrze, zaczynamy.

Z rąk Kakuzu zaczęły wychodzić druty, które wbijały się w ciało Blondyna. Gdy skończył, wykonał pewne techniki, dzięki którym chłopak miał pełną władzę w kończynach. Deidara był bardzo szczęśliwy, lecz jednak uczucia były trochę mieszane, przez to na co się zgodził... Coś jakby teściowa spadała w przepaść twoim samochodem. Aqua wręcz nie mogła się doczekać, aż zobaczy pokój Kakuzu. Niestety ona też odnosiła wrażenie, że gotuje się coś więcej... I wcale nie mówię tu o kulinariach. A, moment, mały szczegół umkną naszym Akatsukom...

I- Ej, wszystko ładnie, pięknie... ALE GDZIE MY MAMY MIESZKAĆ?
All- O________O
D- Oj, chyba nici ze sprzątania pokoju Kakuzu ^W^
Ka- Nie martw się, Deidara. Wszystko w swoim czasie ^_^
T- Tobi się boi ;_;
P- Spokojnie, bez paniki. Coś się wymyśli...
Ts- Możecie zostać u mnie!
Ki- N-nie, nie ma takiej potrzeby, poprosimy tylko o śpiwory i namioty ;-;
Ts- Oczywiście <wyciąga wielką torbę zza ściany> Proszę bardzo ;-; Przemyśleliście to ? ;-;
P- Taak... Dzięki, cześć.
Ts- Może chcecie kanapeczki na drogę ? ;-;
A- Ta...-!
Ka- <zatyka jej usta i ciągnie ku wyjściu>
Ts- Uważajcie na siebie, kiedyś was odwiedzę! Pa pa!<macha im>
A- Mfmfmfffmfmmfmfmfmfmff =____=
Ka- Eh, <odtyka jej usta>
A- No wiesz? Mięliśmy okazję zgarnąć jedzenie >///<
Ka- Masz pojęcie co on pakuje do jedzenia? Same tabletki, podejrzane zioła, proszki...
A- Buuuu T_T
Ka- Coś się znajdzie, ale znajdźmy jakieś dogodne miejsce.
Ki- Bo przez kogoś nie ma gdzie spać =.=
D- Przecież przeprosiłem ;-;
A- Ej, a gdzie jest Konan?
All- O___O

************
GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAI GOMENASAAAI Y_Y <kłania się> 

Wybaczcie mi tę długą przerwę, ale nie miałam kompletnie czasu i problemy z zalogowaniem się ;-; Mam nadzieję że taka sytuacja się więcej nie powtórzy ;-; Jak chcecie to walcie mięchem w komentarzach, należy mi się ;-; Do następnej notki! Obiecuję! ;-;

Aqua~































niedziela, 9 lutego 2014

Święta, Święta i Sylwester!

P- Kim... KIM WY JESTEŚCIE??? .__."
Sr- Wy porwaliście Torę!!!
Ka- Torę? Nie, tylko Aquę.
U- Właśnie o nią chodzi!
Ne- Zawiązaliście jej oczy, a teraz ją chcecie związać drutami!!!
H- Nie, bawimy się w ,,co ja macam" *_*
Sr&U&Ne- Eee? O_________O"
A- DRUTY?! WIEDZIAŁAM!!! ^O^
U- Biedna Aqua, tyle musiała przejść! ;o;
Sr- Macie ją wypuścić!
P- Obawiam się, że to nie będzie takie proste...
Sr- Coś ty powiedział?!?!
Ne- Proste. Rozwiązujecie ją i puszczacie .___.
D- Nie w tym rzecz. Ona jest naszym więźniem.
Sr- Ale po co wam ona???
H- Bo ona...
Ka- <Jebut Hidana w łeb> Ona jest podejrzewana o bycie szpiegiem.
A- Słyszę głosy... .__."
Ka- A mówiłem, żebyś nie wdychała markerów!
A- Nie takie głosy! Znajome głosy!
U&Sr&Ko- AQUA!
A- Usagi?! Saru?! Koneko?! <Ściąga opaskę> T-to wy!!! QoQ
Sr- Nic ci nie jest?!
U- Zrobili ci coś?!
Ne- Zjadłabym coś .__.
Sr&U- =,="
A- A bo Pain miał niespo...- Patrzy na Paina całego w koktajlu- Lide-rek? Co się stało? Mikser się przekalibrował? .__.
P- Nie... Chciałem dla wszystkich zrobić latające koktajle... Ale ktoś tu nie raczył nawet zapukać =___=
Ne- Pukać? Pukać... *///*
U- <jeb w łeb> Uspokój hormony -_-
H- Czekaj... AAAA, PUKAĆ XDDD
Sa- Głupie dzieci, zabijmy je i po kłopocie -,-
Sr- Co ty sobie wyobrażasz?!
Sa- Spokój =.=
Sr- Z takimi tekstami to nie do nas!
Sa- A do kogo? Nie pyskuj mały dzieciaku, bo ci się oberwie -,-
Sr- Kogo nazywasz małym?!?!
Sa- Tego tam obok -,-
Sr- Nie lekceważ mnie!!! Bo pożałujesz >O<
Sa- No? Tylko tracę czas na jakiegoś wypierdka...<odwraca się>
Sr- CO?! @__@

Saru z pianą w ustach wskoczyła na plecy naburmuszonego Sasoriego. Hidan wyzwał Koneko  na pojedynek ,,Kto wymaca najwięcej przedmiotów i kto przeleci więcej osób wzrokiem" ach, te dzieci...
Usagi przyklęknęła w kącie i przyjęła pozycję embrionalną... Reszta Akasi próbowała pomóc Sasoriemu z wyjątkiem Itachiego, który  stał przy oknie, nie chcąc się mieszać w tę parodię życia morderców. Kakuzu siedział spokojnie w fotelu i czytał ulotki z biedronki. Biedny Pain, starał się zapanować nad tą sytuacją.
Aqua, która chciała na spokojnie porozmawiać z przyjaciółkami, wkurzyła się i wyszła przed siedzibę.
*Odtajnione informacje: Siedziba, cz. 1* <<<taa, oglądało się shingeki no kyojin <3 ;3>>>
~~Siedziba jest ogromnym budynkiem, który posiada kilkadziesiąt tajnych przejść, drzwi, wejść, tuneli itd. Siedziba jest wyposażona w dwa największe główne wejścia. Pierwsze wychodzi na południowy las. Otacza go jezioro i polana. Wejście jest zasłonięte wielkim, zabezpieczonym pieczęcią głazem. Drugie zaś, znajduje się w głębi lasu północnego. Wejście te jest zrobione w wielkiej, trawiastej górze. Jednak przód ma całkiem normalny. Drzwi z dzwonkiem, wycieraczka... Nawet jest duży ganek, nad którym jest kawałek dachu.~~

Dziewczyna kucnęła przed gankiem opierając się o duży filar podtrzymujący kawałek zadaszenia wystającego z trawiastej góry. Schowała marznące ręce w rękawy swetra, z każdym wydechem para ulatniała się jej z ust. Patrząc w szare niebo słuchała dźwięków rozbryzgującego się szkła wazonu wymieszanego z krzykiem Sasoriego, któremu aktualnie brakowało kilku kończyn. 

Po kilku minutach Aqua spostrzegła, że z nieba zaczęły spadać białe puszyste płatki, niczym wata. Gdy jeden z płatków spadł jej na czubek nosa, była już całkowicie pewna, że to śnieg.

Eeeee? O__o Śnieg? Jak?
-Gdybyś uważała na fizyce i geografii, nie miałabyś z tym problemu...
W pierwszej chwili pomyślałam, że spalili Sasoriego i popiół wyleciał przez okno .__."
- Ehhh... Inni ludzie: Och! Śnieg! Jaki piękny!!!; Ty: O, Sasoriego spalili...
Mogłabyś chociaż spróbować być wrażliwsza... -3-"
Och kwiatki...! Trawka... Dużo trawki... Śnie..żek... Nie, nie mogę =_=

I- <Wychodzi przed siedzibę i siada na schodach> Aqua? Co ty tu robisz? Przeziębisz się.
A- Nie lubię hałasu -,-
I- Ja także. To twoje znajome?
A- Nie, nie znam ich, widzę je pierwszy raz .___."
I- Yhm... -,-
A- Dobra, dobra... Znam ;-;
I- Jak cię wyśledziły?
A- A skąd ja mam wiedzieć Y-Y
I- Heee... Pewnie przyszły cię uratować...
A- A niby przed kim?
I- No, przed nami. W końcu jesteśmy przestępcami .__.
A- Was samych trzeba ratować przed sobą -,-"
I- Ha ha ha -,-

Dziewczyna spojrzała przed siebie i spostrzegła, że dookoła są puszyste warstwy śniegu. Jednak pewien szczegół nie dawał jej spokoju, a mianowicie...

A- Dlaczego ten śnieg ma twarz?! O_O
I- Ej, faktycznie... Tylko taka jakaś...
A&I- BEZ NOSA O_O
V- <Otwiera oczy i się uśmiecha> No hej, co tam? ^W^
A- A!!AAAA!! >O< <Dziewczyna błyskawicznie znalazła się na... Itachim .__.>
I- <Z włosami Aquy  wchodzącymi mu do oczu, ust...> No proszę.. TFU X_x Panna odważna przestraszyła się Voldemorta? ^_^
A- Uważaj, bo oberwiesz =_=
V- To ty jesteś tą dziewczyną, której tamte dziewczyny szukały?! *_*
A- A co? -,-
V- Żebym wiedział, że kogoś takiego szukamy, to podpieprzył bym komuś kwiaty z ogrodu *_*
A- <ciarki> N-nieważne .___.
I- Voldemort, zachowuj się. =,=
D- O, Voldemort, stary zbolu, weź się wynoś, bo jak lider cię zobaczy, to wytnie ci organy, a Kakuzu będzie wiedział, co z nimi zrobić -,-"
V- Co?! Czemu? ;o;
U- O! Voldemort!
Sr- Tu jesteś! Patrzcie ludzie, to Voldemort!!!
P- Słucham?! =__=
V- Ch-chyba na mnie już czas...
P- <Chwyci go za kołnierz>  No proszę proszę... Kogo my tu mamy -.-
V- Ale wpadłem T-T
U- Ej, Aqua, zbieramy się .__.
A- Okej  ^_^ <idzie>
P- EJ! Hola hola. A ty dokąd? =_=
A- No ten... Z nimi? Jak to się mówi, Alleluja i do przodu ^_^
P- Chciałaś powiedzieć, Alleluja i w tył zwrot =,=
A- Nie... Jestem pewna, że to było inaczej...
P- No było... Ciekawie .__. Ale zmiatać stąd. Żegnamy ^_^
A- Paaa! Narazie! ^o^
P- <łapie ją za kołnierz> Nie. Ty zostajesz =_=
A- Buuu TT__TT
Sr- Bez Aquy nie idziemy!
K&U- Właśnie!!!
P- To zostańcie. Tylko zachowujcie się w miarę przyzwoicie.
Sr- Co? Mamy tu zostać?!
P- Sama powiedziałaś, że bez niej nie idziecie.
U- No ale...!
P- Jakiś problem?
U- N-nie...
P- Zostało nam jeszcze kilka wolnych pokoi. Zajmujcie je w miarę szybko, bo się jeszcze rozmyślę. -,-
Ne- Mnie tam pasuje ^W^
T- <Wybiega podekscytowany> Będziemy mięli nowych przyjaciół!!! <3 *O* <Tuli je wszystkie>
Sr- A to co za jeden?! x__X
Ne- N-nie wiem X__x
U- T-tlenu...O2... x__X
T- Tobi się cieszy ;-;
U- E-ej... Ale nie długo Wigilia... nie?
T- WIGILIA!!!
H- Ej, co to jest wigilia?
Ka- Święto obchodzone w większej części Europy. Jest to czas, gdy rodzina spotyka się razem przy kolacji, dzieli się opłatkiem, jest miła atmosfera... bla bla bla... -,-
S- A co oni świętują?
I- Narodziny Pana Jezusa.
A- A i tak większość społeczeństwa traktuje to jako okazję i pretekst, żeby się po prostu nażreć =_=
D- Nie lubisz świąt?
A- Nie specjalnie...
T- Jak można ich nie lubić?! Są prezenty, opłatek i choinka!!! QoQ
A- Wiecie, kiedyś była ta cała magia... Ten nastrój... Ale już tego nie czuję, wiadomo... Może dlatego, że społeczeństwo ewoluowało w jeszcze większy burdel niż było... Pieszczotliwie mówiąc. -__-
D- Aqua... <łapie ją za ramiona i patrzy jej głęboko w oczy uwodzicielskim wzrokiem> Ty... MUSISZ POCZUĆ TĘ MAGIĘ ŚWIĄT!!! <Chaotycznie potrząsa nią niczym szmacianą lalką/ puszką coli>
A- Eyeyeyeyey... Możżesz przesstaćć.... PPrrroszęę X__x
D- Eh <Przestał, po chwili się uśmiecha> No więc... POCZUŁAŚ? ^_^ <Wyszczerz>
A- <Liść> CO TO MIAŁO DO CHOLERY ZNACZYĆ?! NIBY W JAKI SPOSÓB MIAŁAM POCZUĆ MAGIĘ ŚWIĄT?! NA RAZIE CZUJĘ JAKBY JAMA BRZUSZNA Z KLATKĄ PIERSIOWĄ GRAŁY W ZBIJAKA CEGŁAMI >O<
D- G-gomen ^_^""
Sr- Ej, faktycznie. To już jutro .__.
P- Kurcze, a mogło być tak spokojnie...
H- To ty chciałeś zataić święta?!?!
P- Jeszcze 10 sekund temu nie wiedziałeś o ich istnieniu -,-"
H- Ale teraz już wiem. Dla twojej wiadomości, marzę o skuterze i nowej parze gatków c:
P- A ja marzę o świętym spokoju -.-
T- A Tobi chce mieszkać w konfesjonale! ^O^
Ka- Nie ważne, idę liczyć pieniądze.
H&Ki&T&D- Liderzeeee!!!  Będziemy grzeczni, zróbmy święęętaa >O<"

Jesteś pewna, że nie chcesz świąt? Wiesz, prezenty... Choinka... 
-W stu procentach =_=
Nie bądź taka. Wiem, że chcesz. ^W^
-Gunwo o mnie wiesz -.-
Chciałabyś ;-; ŚWIĘTA, wiem, że chcesz. No dalej, powiedz to.
-Co? -,-
Świę świę świę święta!
-To głupie -_-
Mów: ŚWIĘTA!
Nie.
No dalej... Święta~
-Święta...
Nie słyszę...
<pod nosem> Święta...
Głośniej...
A- ŚWIĘTA!!!!!!

Aqua krzyknęła... Na głos. Wszyscy na nią spojrzeli w przytłaczającej ciszy. Dziewczyna zrobiła się bardzo czerwona, kropelki potu zalały jej twarz, po czym wciągnęła schłodzone powietrze do płuc i wbiegła do budynku siedziby potykając się na schodach. Lecz biegła dalej, z nadzieją, że nikt tego nie wiedział... Wbiegła do swojego pokoju i zwinnym susem <czyt. zahaczając o dywan> wskoczyła do łóżka, po czym owinęła się kocem.

Ale się wygłupiłam! Wszystko przez ciebie! Podpuściłeś mnie! >///<
Pfff.... Narzekasz... 
A-Ale ze mnie idiotka =,=
ZB- <wystający ze ściany> Wcale nie, dzięki temu lider rozmyśla o zrobieniu świąt! ^O^
A-AAAAA!!! Człowiek ściana!!!! Zgiń! <Bije go poduszką>
ZC- <Unieruchamia ją> Serio? Znów musimy to przerabiać? =,="
A- A... Czekaj... To ty ._.
ZB- No widzisz ^.^
A- Nie pojawiaj się tak więcej @__@
Z- G-gomen ^.^"
P- <puk puk, otwiera> Aqua? Można?
A- Mfmfmfmhfm... -,-
P- Jeżeli myślisz, że narobiłaś sobie wstydu, to się mylisz. A nawet przekonałaś mnie, że te święta to nie taki głupi pomysł ^_^
A- Ja tylko krzyknęłam ,,ŚWIĘTA"... I niby to cię przekonało? =_=
P- Tak. Wszyscy już wzięli się do pracy, mianowicie: Ozdabiają dom, gotują, sprzątają, prezenty pakują... A wiesz czego brakuje? Ciebie. Więc złaź na dół-_-
A- Chciał byś ._.
P- Tak? KAKUZ...!
A- Nie nie nie nie! Czekaj! Dobra! Wygrałeś! Idę =___=
P- Wiedziałem, że się zgodzisz ^_^

Aqua oraz Pain udali się na dół. Wszyscy zaczarowani myślą o nadchodzących świętach ozdabiają dom, gotują sprzątają... Nie mogą doczekać się nadchodzącego wydarzenia. Nawet przy nakrywaniu stołu nic a nic nie zostało uszkodzone. Pain z zadowoleniem obserwuje przebieg całej sytuacji. Aqua, wzięła zmiotkę i rad nie rad zamiotła wszystkie kąty. 

Wybiła północ, wszyscy udali się do swoich pokoi, wciąż zaczarowani świętami. Nawet sam Kakuzu nie przeszedł obok  padniętej Aquy, leżącej na środku zamiecionej wcześniej przez nią podłogi. Zaniósł ją do jej łóżka, po czym wyszedł zamykając drzwi.

-Ehhh, mój łeb... Co się stało... Pamiętam, że sprzątałam i...
I zasnęłaś. Kazek, ten arab cię zaniósł do łóżka.
- Piłam coś? O_o 
Nie. Przebierz się. Zaraz 19.
-19?! Ile ja spałam?!
Dłuuuugo. Zaraz wigilia.
-Tylko... Ja nie mam się w co przebrać... ._.
Ehhh, to leć tak, nie jest źle. 
-Dobra, umyję się i pójdę.

Dziewczyna przygotowała się i zbiegła na dół. Akurat wszyscy zbierali się do nakrytego stołu przykrytego śnieżno-białym obrusem ze złotymi koronkami. Ciepłe jedzenie już zostało wyłożone.
Oczywiście bez opłatka się nie obeszło, wszyscy składali sobie życzenia, po czym usiedli do stołu i zabrali się do jedzenia. 

T- Kidy prezenty? Kiedy prezenty? Kiedy prezenty? Kiedy prezenty?! *W*
D. Tobi! Uspokój się! Prezenty po kolacji.

Jak powiedział, tak się stało. Po skończonej kolacji, wszyscy zabrali się za rozpakowywanie prezentów. Każdy robił sobie na wzajem paczki. Konan dostała maskę od Hidana, a Hidan zaś skarpetki od Konan. Sasori dostał farbki do drewna od Zetsu, a Zetsu dostał butelkę wody od Sasoriego... Aqua stała pod ścianą i z łagodnym uśmiechem obserwowała innych. Po chwili podszedł do niej Pain i wręczył jej nie wielkie pudełeczko obwiązane wstążką.

A- <ze zdziwieniem> T-to dla mnie? O_O
P- Oczywiście, przecież są święta.
A- Nie wiem co powiedzieć...
P- To nie mów, tylko rozpakuj ^_^
A- < Otworzyła pudełeczko,  jej oczom ukazał się srebrny łańcuszek ze śliczną <z turkusowych drobinek, coś w rodzaju wychudzonego diamentu z simsów ._."> zawieszką, spiralnie owiniętą ,,srebrną serpentyną" przypominającą smoka ze skrzydełkami. Dziewczynie zaparło dech w piersiach, przez chwile nie mogłą wydobyć z siebie żadnego dźwięku, jej oczy aż błyszczały od blasku turkusowo-brokatowej zawieszki...-Czekaj!- rozejrzała się po otoczeniu, chwyciła lampkę stojącą tuż obok niej, w jednej chwili chwyciła ją i przyczepiła do niej jedną z gwiazdek przyklejonych do okna.- T-to dla ciebie...!W-wesołych Świąt! =>///<=""

Pain zaśmiał się po czym uśmiechając się poklepał Aquę po ramienu. Stanął obok niej jednocześnie spoglądając na resztę. Oczywiście jedni rzucali w siebie przedmiotami, dziękowali sobie za trafny prezent lub dalej jedli.

Minęło kilka dni. Padło hasło: SYLWESTER. Deidarze zaświeciła się czerwona lampka. Wreszcie znalazł się w swoim żywiole. Zadowolony rozmyślał cały dzień, co pokazać, by zadziwić innych. Nie musiał się długo zastanawiać, wszyscy pojechali do różnych sklepów w poszukiwaniu jedzenia, szampana i sztucznych ogni. 

Nadszedł oczekiwany wieczór (godzina 23). Wszyscy wytargali swój sprzęt przed dom, porozstawiane ognie czekały na odpalenie. Jedyny Deidara wyszedł zupełnie bez niczego, na sam środeczek koło sprzętu. Wszyscy patrzą się na niego, jak na debila (Jak zawsze zresztą .___."). 

A- To się dobrze nie skończy- wyburknęła spod nosa siedząc na ganku koło Itachiego i Kakuzu- Czemu on nie ma sprzętu? .___."
Ka- Kto go tam wie...
I- Pewnie przygotował coś ,,super" na tę okazję.
A- ,,Super"? o_o
Ka- Myślałem, że już wiesz. Deidara specjalizuje się w wybuchach, w kieszeniach ma pełno wybuchowej gliny... C3, C4.... Takie tam.
A- A wy nie bierzecie udziału w puszczaniu fajerwerków?
I- Bierzemy.
A- Ale wy.... przecież... Wydaje mi się, że do puszczania fajerwerków potrzebne są... Fajerwerki?! =_=
Ka- Nam akurat nie. Specjalnością Itachiego jest ogień.
A- Myślałam, że iluzja =,=
Ka- To też. A moją zaś są wszystkie żywioły, w tym oczywiście ogień. Jeśli połączę ogień z błyskawicami, wyjdzie coś naprawdę pięknego ^_^

Kakuzu wypowiadający słowa ,,Coś naprawdę pięknego"... Hm, czy ty też wyobraziłaś sobie Kazka tańczącego w kwiatkach z ptaszkami i motylkami, zabierającymi go do baśniowej krainy? ;___;
- Oj... chyba tak O_O Zryłeś mi psychę... Znowu zresztą =__=

Ka- Ej, Aqua...? Coś się stało? <Tyka ją w ramię>
A- <oprzytomniała> Nie! Kakuzu błagam nie tańcz! ;o;- Patrzy na nich- O_O"
Ka- Aqua, czy markery brały w tym udział? =__=
A- Ehehehehehe... Zdziwisz się... Nie ^_^"
I- Zaraz północ.
P- Bierzcie szampana i odpalajcie fajerwerki!
A- No nie... =_=
P- O tobie też pomyślałem, masz ^_^- Wręcza jej paczuszkę zimnych ogni- Zabaw się.
A- A to co? ._.
P- Ehhh- Podpala jej jedną- Takie coś.
A-<Patrzy się na iskrzący patyczek> Woooow *O*

Wszyscy podpalili swoje fajerwerki. Niebo stało się kolorowe, mieniło się. Wszyscy stali jak wmurowani, napawali się tym wspaniałym widokiem. Kakuzu obudził dwa z czterech ,,stworów". Pasma ogni otaczał spiralny piorun. Itachi też się popisał, puszczał wspaniałe kule ognia rozpryskujących się na niebie. Wspaniałe widoki. 

D- Koniec tej rozgrzewki? Teraz czas na prawdziwy finał! Panowie i panie, zapraszam na przedstawienie! Patrzcie i podziwiajcie!

Deidara miał spojrzenie psychopaty. Zdarł z siebie płaszcz, pod spodem miał tylko spodnie. Na jego piersi pojawiły się usta, identyczne jak ma na dłoniach. Dał tam chyba 2 kg gliny. Wszyscy obserwowali młodego psychopatę, który cały czas gadał ,,W imię sztuki, w imię sztuki!!!" Sasori, Itachi, Kakuzu i Pain chcieli go zatrzymać, lecz było za późno. Blondyn zaczął puchnąć, rósł i rósł jak na drożdżach. Trzeźwość umysłu zachowali tylko nieliczni. Liderek, Kakuzu, Itachi, Kisame i Sasori pozbierali resztę towarzystwa i jak najszybciej  zabrali ich najdalej jak to możliwe. Deidara właśnie eksplodował zmiatając przy tym wszystko w promieniu 5 mil. Nikt nie doznał poważnych obrażeń, a i tak mięli bardzo twarde lądowanie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Co się stało z blond psycholem? Gdzie wszyscy wylądowali? Czy Aquos zmądrzeje? <Ja bym na to nie liczyła c:> I czy może wreszcie Liderek zapomniał o Konan i będą mięli święty spokój? Tego dowiecie się w następnym rozdziale! 
A tu taki mały bonus świąteczny<spóźniony co prawda ._.">, Voldemort!

By: Aqua~










piątek, 1 listopada 2013

Leśne przygody z Voldemortem.

Zzzzz.... Z... z.. z. E..? Już rano? Gdzie ja... <rozgląda się po pokoju> E? Czyli, że to nie był sen?Chwileczkę. <Zeskakuje z łóżka i się przeciąga> Eeeee...? Nic nie strzeliło? Nie bolą mnie stawy? <Niczym małe dziecko wskakuje na łóżko i się w nim tarza> JESTEM W RAJU! *O* Tak wygodnego snu, to ja jeszcze nigdy nie miałam! Na dodatek obudziłam się W ŁÓŻKU, a nie OBOK na podłodze! <Uspokojona siada normalnie i opiera się o ścianę> Trafiłam we właściwe miejsce...^W^

Z-<Wychodzi sama głową ze ściany, tuż obok głowy Aquy> BZ(Biały Zetsu)- O, widzę, że się obudziłaś. Powiadasz, że Ci się podoba? To bardzo miłe z twojej strony, może jesteś gło...-
A- AAA!!!! ŚCIENNA GŁOWA! <JEB Z LIŚCIA> GIŃ >O< <bezustannie uderza Zetsu>
ZB- Ała! P-przestań! <łapie jej ręce i unieruchamia ją> Nie chciałem cię przestraszyć...!
A- TO DALEJ ŻYJE!!! >O<

Z racji tego, że rękami nic nie może zdziałać, mocno kopie go w żuchwę i natychmiastowo puszcza dziewczynę, po czym bierze lampę i szykuje się do mocnego rozwalenia przedmiotu na głowie Zetsu. Przechodzący Pain koło pokoju dziewczyny, zobaczył co się dzieje i natychmiast zainterweniował. Wytrąca lampę i unieruchamia ją, w przeciwieństwie do Zetsu, skutecznie .__.

P- Aqua! C-co ty wyprawiasz???
A- No co? Śpię sobie spokojnie, budzę się, siadam, a ten człowiek ściana mnie przestraszył!!! Podsłuchiwał mnie!
P- Aj... Bo zapomniałem Ci oznajmić, że on też jest członkiem naszej organizacji. Jest naszym szpiegiem do zadań specjalnych. Chyba weszło mu to w nawyk, bo często podsłuchuje, obserwuje, podgląda... Co się dziej w organizacji. Ma rozdwojoną jaźń, dzieli się na Białego i Czarnego Zetsu. Przyzwyczaisz się.
A- A-aha .__.
ZB- Ite... Boli ;__; Nie chciałem cię przestraszyć... Y_Y
A- Nie chciałam cię pobić, samo wyszło .__.
P- Ehh, śniadanie jest już gotowe.
A- K-kto gotował?! O__O
P- Zamówione. Nie chcę, żeby doszło do nieporozumień -,-"
A- Fiu...

W głębi lasu...
Przez las, szła trójka nastolatek w poszukiwaniu przyjaciółki. Co krok, wiedziały, że są coraz bliżej, bliżej uratowania przyjaciółki przed nieznanym. Coraz więcej poszlak wskazywało, że są niedaleko... Najbardziej rozgarniętą osobą była długowłosa Usagi (U) w okularach.  Mniej rozgarnięta, ale tak samo pomocna Koneko (Ne). No i ostatnia, chodź nie najgorsza (ale najniższa) Saru (Sr).

Sr- Ej! Kolejne rozwalone gałęzie i drzewa! Dobrze idziemy!
Ne- Ej... To nie fair! Wy macie okulary, a ja nie! Widzicie więcej! ;_;
U- <Uderza ją w głowę> Głupia! Mamy okulary, bo widzimy gorzej! A swoją drogą, ty też powinnaś je nosić! -,-"
Ne- Ale nie chce mi się c:
Sr- Skoro nawet nie chce ci się nosić okularów, to po co z nami leziesz?
Ne- Bo się zerwałyście z budy na wagary ^W^
U- No tak, logiczne .__.
Sr&U- WOW O__O - Patrzą na wielkie, rozwalone drzewo przed nimi.
Ne- Na co się tak patrzycie? o_o
Sr- No nie mów, że ty tego nie widzisz, patrz na to drzewo!!!
Ne- Niby gdzie? <Patrzy na niebo> Nic nie ma! >O<
U- Ehh! Niżej, patrz niżej! =,="
Ne- Aaa... O KURDE O_O
Sr- Ej, jesteście pewne, że to zrobiła Tora?
U- Oczywiście, co ty, nie znasz jej? Tylko ona i jej pechowe zdolności są w stanie rozwalić sześćdziesięcioletniego dęba .__.
Ne- E-ej... Nie chcę nic mówić, ale podejrzanie wygląda ta wiewióreczka za nami .___.
Sr- No... Tak dziwnie trochę, tak podejrzanie się na nas patrzy... Zbyt słodko... Co ona może kombinować?
Ne- Ej, podejrzewamy wiewiórę, trochę to dziwne .__.
U- J-ja wiem czemu się tak na nas patrzy O__O- Pokazuje centralnie za rozwalony dąb, jest tam stos nieżywych wiewiórek, które przygniotło drzewo.
Sr- AAAAA! Wiewióry ;__;
Ne- E-e-ej, za nami też się pojawił stos wiewiórów, ale żywych ;__;
U- O-oł... Proponuję... UCIEKAĆ!!! >O<
ALL- AAAAAAAA!!!!! >O< - Błyskawicznie uciekają, a wiewiórki za nimi.
U- Chyba dobrze... Biegniemy... Tak sądzę! Heee... Nie cierpię biegać!
Ne- Ja też!
Sr- Kurde! Aż żałuję, mogłam ćwiczyć razem z Torą, a nie, zrywałam się z WF-u razem z wami! Kurde!
U- Pewnie łatwiej było jej uciekać!
Ne- Ej, no ale przynajmniej nam drogę wydeptała! ^W^
Sr- No, nawet drzewa wykorzeniła! ^_^

W siedzibie
Wszyscy siedzą w jadalni i spożywają śniadanie.

A- <Ciarki> U-uhh..  Mam wrażenie, że ktoś przeżywa to samo co ja O__o
P- Śniło ci się.
Ko- No, Aqua, jak długo zamierzasz zostać?
A- Ja? Mogę pójść od zaraz =_=
P- Konan, to niestosowne pytanie. Aqua jest więźniem, więc nie masz tu nic do gadania =,=
Ko- Co...? A, to znaczy, że mogę ją torturować, yay! ^_^
P- Zmywasz dzisiaj naczynia -,-"
Ko- No! A-a-ale ja przecież...!
P- Wyraziłem się nie jasno? =__=
Ko- Nie... -.-

-O... No proszę, najwidoczniej zostaniesz tu na dłużej, może nawet na zawsze! 
No nie wydaje mi się, słyszałeś, jestem więźniem, więc mnie najprawdopodobniej zabiją =,="
- Myślisz, że komuś, kogo chcieli by zabić, dali taki pokój? Z wygodnym łóżkiem, odmalowany, z szafkami, itp.? Jadała byś z nimi kolację, śniadanie itd.? Gdybyś miała zginąć, już byś nie żyła -,-"
E...E? Ej! To dlaczego Lider się wyraził: ,,Aqua jest więźniem"???
-Włącz myślenie =_="
Hmmmmmm... Aaaa...! Rozumiem, Liderek w ten sposób nie dał poznać Konan, że ja tu zostaję jako lokator, tym samym, zatrzyma mnie w siedzibie... 
-No widzisz, jak ładnie myślisz, wiesz, to nie boli... 
Mój mózg X_x
- <facepalm>
Ej, ale pytanie brzmi, po co chcą mnie tu zatrzymać? O_o
- Któż to wie... Ej... Wróć na ziemię, bo jak się zamyślasz, to dziwnie to wygląda...
Czyli jak...?
- Krótko mówiąc, wstań z podłogi, ludzie patrzą =___="

T- Aqua-san! Aqua-san! Zapadła chyba w śpiączkę ;O;
P- Konan... =_=
Ko- C-co ja?! Ja jej nic nie zrobiłam!
A- Łu... Moja głowa X_x
Ka- Uderzyłaś się w głowę? ._.
A- Nie koniecznie... Ał... moja głowa x__X
D- Nic ci nie jest?!
A- <Krew spływa jej z głowy na twarz> <wyszczerz> Wszystko OK ^_^
P- <facepalm> Kakuzu, rób swoje -,-"
Ka- Dobra...- Przykłada swoją dłoń do do głowy dziewczyny. Dłoń Kakuzu zaświeciła na miętowo, po czym rana zaczęła znikać.
A- E? M-magia? .__."
Ka- Nie, leczenie. Radził  bym ci zetrzeć tę krew z twarzy.
A- A, no tak.- Bierze rękaw Konan i się wyciera- Dzięki.
Ko- Ej! Ty głupi dzieciaku! >O<
A- Przepraszam, wzięłam cię za szmat...- Nie ważne .__.
-Ahahahahahahahah! Czemu nie dokończyłaś!? XD
Ko- Przeklęty dzieciak =,="
P- Dobrze, można się rozejść.

Poszłam do pokoju, sprawiałam wrażenie mocno zamyślonej... 

Ka- Aqua?
A- <nie zwracając uwagi> Co?
Ka- Ściana -,-"
A- Aha... <Jeb> AŁA >O<" <upada na ziemię>
Ka- Co się z tobą dzieje?! =,=
A- Kurde, a podobno myślenie nie boli... <Rana ponownie się otworzyła>
Ka- Ehhh... <Ponownie leczy ranę dziewczyny> Powinnaś bardziej uważać, może i niema po ranie śladu, ale jest nie stabilna. Musisz odczekać parę godzin... Jak tak dalej pójdzie, to uszkodzisz sobie głowę.
A- Kurcze, nie mam pojęcia co mi jest... Zmiana klimatu? .__. A z ciebie co taki lekarz, co? -_-
Ka- Wiesz, mam podwładnych, którzy są paserami w różnych wioskach, mianowicie ja im daję zwłoki człowieka znajdującego się w książeczce Bingo, a oni mi dają wyznaczoną sumę pieniędzy. Tak oto w ten sposób zarabiam.
A- Płatny zabójca?
Ka- To nie to samo, ale podobne. Ja jeszcze dostarczam zwłoki do punktu wymiany.
A- To tam, gdzie pierwszy raz was zobaczyłam?
Ka- Tak.
A- Więc Hidan śmierdział ZWŁOKAMI?
Ka- Nie. to on tak śmierdział.
A- Eeee O_o
Ka- Nie, no coś ty xD Ale on wciąż myśli, że to on tak jechał, dzięki czemu zaczął używać dezodorantów i perfum, więc błagam, nie mów mu, bo to zepsujesz.
A- Dziób na kłódkę .x.
Ka- No, a ty uważaj na ściany. <Idzie>
A- Phi...


W lesie
Dziewczynom udało się zwiać wściekłym wiewiórom, wycieńczone ucieczką, poszarpane i poranione włóczą się po lesie w poszukiwaniu przyjaciółki...

Ne- Łeee.... Jestem głodna! Chcę spać... Zmęczyłam się... Chcę do domu!!!  ToT
Sr- Weź... Zamknęłabyś się już! My też jesteśmy głodne i zmęczone... Ale idziemy dalej!!!
U- Ej! Przecież my mamy plecaki -,-
Ne- Właśnie! Tylko nas obciążają!!! >O<
U- Arrrh... Rusz głową!!! W plecakach mamy szkolne kanapki -,-"
Ne- Ej! Faktycznie! Zjedzmy coś ^_^
Sr- Koneko ma rację... Musimy coś zjeść, by iść dalej...
Ne- Ehhh... Wracajmy już... ;_;
U- Haahhaah, wiesz jak? -.-
Ne- Kurde .__.
Sr- Nie ma wyjścia. Musimy znaleźć Torę...
U- Zjedzmy więc...

Była krótka cisza, po czym cała trójka usłyszała podejrzany szelest w krzakach...

Sr- Ej... S-słyszałyście? .__.
U- T-tak... Szelest... Tam! W krzakach! QoQ
Ne- Umrzemy c:

Nagle z krzaków wyskoczył... Pół trzeźwy Voldemort, który się wywalił w krzaki i leżał w nich dobre kilka godzin.

V- Niech żyje bal... <zmiana płyty> Jeszcze po kropelce, jeszcze po... <look na dziewczyny>
Sr&U&Ne- Eeeeee...? ._____."
Sr- Czy to nie jest przypadkiem... Voldemort?
U- No w sumie... Tylko jakiś taki... Mniej straszny.
Ne- Nooo, i mniej trzeźwy xD
Sr- Ej! Ty! Voldemort! Gdzie się tak upiłeś?
U- Yhmm... Zapewne właśnie wraca z tej biby. ^_^
V- Yh? Ja? Ja się zgubiłem... O kurde... Mówię wam! TAKA BIBA! Szkoda, że była jakoś tak około trzech dni temu ;_;
U- Ale... Na wytrzeźwienie wystarczą 32 godziny... Więc powinieneś być już trzeźwy ._.
V- Hahaha! Dziecko, po tej bibie będę trzeźwiał co najmniej tydzień x__X
Ne- A gdzie taka biba była?! Kidy jeszcze taka będzie?! *O*
Sr- Taaa... Klimaty Koneko =,=
V- Nie wiem, ale mogę wam pokazać gdzie to było! ^_^
Ne - To super! ^_^
V- A kogo szukacie?
U- Naszej przyjaciółki... Uciekła jakoś trzy dni temu do tego lasu, od tamtej pory nikt jej nie widział... 
V- Wiecie, bo trzy dni temu, jak wracałem z tej genialnej biby...
Ne- <Ślinotok> *O*
U- <Jeb w łeb>
Ne- AŁA Q_Q
V- To spotkałem taką podejrzaną grupę ludzi w jednakowych płaszczach. Była z nimi dziewczyna, mniej więcej taka jak wy. Wyglądało mi to na porwanie. Myślałem, żeby jej pomóc, ale co ja taki jeden na kilku...
Sr- Powiedział wszechmogący czarny pan =,="
V- Cisss... To mam was zaprowadzić, czy nie? Bo oni z tą dziewczyną szli do tego domu.
Sr- Oczywiście że tak!!!
V- To w drogę! Śpiewajmy! Hej ho! Hej ho! Na wódkę by się szło!
Ne- Tak! ^O^

Dziewczyny i Voldemort szli jakiś czas przed siebie... Po chwili Voldemort dostrzegł...

V- O Boże! Nie wierzę! Naprawdę! Udało mi się! Znalazłem! Nie zgubiliśmy się! Jestem wielki! *O*
U- I co....? To tutaj?
V- Dokładnie!
Sr&Ne- DALEJ!!!! <Biegną na chatkę>
U- <Facepalm> Kurde! Czekajcie, rozplanujmy to jakoś! <Biegnie za nimi>
V- Nie zostawiajcie mnie samego! <Pobiegł za resztą>

Wszyscy staranowali drzwi, na samym progu zesztywnieli, wytrzeszczyli gały i jeszcze raz spojrzeli.

Sr- Co to za jaja są?!
Ne- Hahahahah xD
U- O mój... .__."
V- Eeee... .__.

Każdy był oszołomiony. Mianowicie zobaczyli królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków.

V- Widzisz, mówiłem. Jest tu dziewczyna i czternastu osiłków ^_^
Ne- Czternastu? Ale jest ich tu... Raz... Dwa... Trzy...
U- Voldemort, jesteś pijany -,-
Sr- I widzisz podwójnie -_-
V- Phi...
KŚ<Królewna Śnieżka>-<rozśpiewanym głosem> Och! Co za miła niespodzianka! Przed chwilą też miałam gościa! Ubogą staruszkę, która chciała pogadać, przed chwilą poszła! Na koniec wizyty zostawiła mi uroczy prezent, mimo, że sama nic nie miała! Śliczne, czerwoniutkie jabłżużko! Właśnie miałam je zjeść, ale musiałam wam otworzyć! Zgubiliście się? A może chcecie kawałek jabłka? Pokroję je!  ^_^
Sr-<szeptem> Ej, Usagi. A to nie jest to zatrute jabłko?
U- Yhhh O__o" Nie, nieee... my podziękujemy. A właśnie, bo my...
Ne- A ja bym zjadła jabłko .__.
SR&U- <szeptem> Nieee! Co ty, oszalałaś?!
U- <szeptem> Nigdy nie czytałaś bajek?! To jabłko jest zatrute?
Ne- Ouł... O_O T-Tttto, jja nie chcę jabłka! Ja już jadłam, ale jeśli ma pani wódkę, to z chęcią...
U&Sr- KONEKO! =,="
Ne- Nie ważne -,-
KŚ-  Ok, ale...

Nagle z szafy wylatują zwłoki starszej pani...

KŚ- Ups, szafy nie domknęłam ^_^
All- EEEEE??? oOo

Królewna poszła zakopać zwłoki w ogródku. Do gości przyszło siedmiu krasnali.

GB<Gburek>- Po co wy tu przyszliście? <Pije duszkiem kawę z wysoką zawartością kofeiny> Tylko nam dupę zawracacie! Jak można się zgubić w lesie?!!! @_@
WE<Wesołek>- <Wciąga biały proszek do nosa, i podchodzi do towarzystwa> Hahhhahahahh, Zrzęda, co zrzędzisz XD Hahah, musicie mu wybaczyć, za duża kawy pije HAHAHAHAH Oooo... Voldemort! Hahah! Gdzie twój dywan? XD
V- Eee? .___.
Pr<Pracuś>- <gania z miotłą po całej chałupie>- Zabierać te kierpce z mojej parceli! Nooo!!! >O<
MĘ<Mędrek> Kurde! Zamknąć paszcze! Ja się skupiam =,=
NŚ- <Nieśmiałek>- <podchodzi do gości, spłoszony> M-musicie im wybaczyć, a-ale oni tak zawsze... <Z kieszeni wypada mu żyletka> Ups... <podnosi>
Aps- <Apsik> Khe! Khe! Khe! APSIK!!! >O<
Sr- Chory jesteś? .___.
Aps- Tak.. Wezmę apap... Albo nie... Ibubrom... Nie! Ibuprofen... Wezmę wszystkie.
U- Aha... O_O
Ne- Może lepiej stąd chodźmy...

Nagle weszła śnieżka z łopatą, zakrwawioną piłą, w zakrwawionym fartuchu i goglach.

KŚ- Przepraszam, że to tak długo trwało, herbatki? ^_^
U&Ne&Sr&V- N-nie! <wybiegli>

Uciekli jak najdalej od chatki śnieżki. Wszyscy poznali prawdę o krasnoludkach i Śnieżce. Doszli do wniosku, że:
Wesołek- jest wesoły, ponieważ wiecznie jest naćpany.

Gburek- Zażywa za dużo kofeiny.
Pracuś- Jest chorobliwie przepracowany, zaawansowany poziom pracoholizmu.
Apsik- Nie jest wcale chory, bierze bardzo dużo leków, a potem leki, na to co uszkodziły mu pierwsze lekarstwa. Hipohondryk.
Mędrek- Odgradza się od innych, żyje we własnym świecie.  Schizofrenik zażywający za dużo ,,Sesji".
Nieśmiałek- Chodząca depresja.
Królewna Śnieżka- Z pozoru miła, a tak naprawdę to psychiczny morderca.

Sr- Ja mam dosyć >O< <rzuca się na Voltemorta i uderza małymi piąstkami> Miałeś nam pomóc! Pomóc! >O<
V- <Niewzruszony> Pomogę. Idziemy dalej ^_^
Ne- O kurczę /___\

W siedzibie
Wszyscy siedzą w salonie, poza Aquą, która siedzi w swoim pokoju przy otwartym oknie, patrzy na gwiazdy.
Ko- <Mizdrzy się do Paina> Painuś... A mówił ci ktoś, że jesteś przystojny? *_*
P- Dobra, mów o co ci chodzi =,=
Ko- Właśnie, bo ta Aqua, to ona tak długo u nas będzie?
P- A przeszkadza ci? -,-
Ko- No... Niby nie, ale wiesz... Jesteśmy organizacją morderców, więc po co nam tu ten dzieciak? -,-
P- Wiesz, tłumaczyłem ci to dziś przy śniadaniu, ale widzę, że nie dociera. Jest naszym więźniem, my ją przetrzymujemy.
Ko- No tak. Ale po co?! Przecież widać, że to sieroctwo nie jest szpiegiem!!! AQUA! ZEJDŹ NA CHWILĘ!!!
A- Hę? Czego ona chce =,= <schodzi> Słucham? -,-"
Ko- No widzisz? Ona ledwie co chodzi. Więc co to za szpieg?
P- Konan... =___="
A- Jeżeli tylko po to mnie wezwałaś, to daruj sobie. Pozwól, że pójdę już. -,-"
P- Nie o to chodziło Konan, zawołała cię... Żebyś nie siedziała samotnie, tylko zeszła do nas ^_^
A- <Podejrzliwy look na Konan> Ona tak chciała? -,-"
Ko- Ja tak chciałam? ._.
W lesie
Dziewczyny i Voldemort przemierzali las, po paru minutach spotkali dwójkę dzieci. 
V- Ej, dzieci, jesteście tutejsze?
J<Jaś>- Nie... Nie jesteśmy. Ja jestem Jaś, a ta obok to moja siostra Małgosia. Mieszkamy przy ulicy leśnej, zielony domek od prawej z takim czerwonym dachem. Klucz leży pod wycieraczką. ^_^
U- Yyyy? .__.
Sr- Wiesz, wystarczyło by nam imię .__.
V- <Notuje na dłoni> Zielony domek od której?
U- <Jeb w łeb> Kurcze, czarny pan, a debil -,-"
V- Ała X_X T-to znaczy, chciałem się zapytać, czy nie widzieliście grupy mężczyzn z nastolatką...?
J- Nie, ale widzę starego ciecia z grupą nastolatek =_=
V- Kogo nazywasz cieciem, gówniarzu!? >_<
M- Ciebie! Głupie stare próchno!
J- Dobrze! Dowal mu Małgosiu!
V- Nie narażał  bym się staremu panu!
Sr- Pssst, chyba chciałeś powiedzieć ,,Czarnemu" ._.
V- Kurde! Wszystko przez te wypierdki =.=
J- Co staruchu? Może jeszcze chcesz, byśmy z tobą poszli, co? Nie ma głupich! Nigdzie z tobą nie pójdziemy!!!
V- Ale ja tylko...
J- Małgosia! Rewizja!

Dzieci obezwładniły Voldemorta w mgnieniu oka, przydusiły do ziemi i związały jak prosiaka na rodeo...

J- HA! I co stary zbolu?! Nie będziesz więcej nękał dzieci!
V- Cholera! Dajcie mi wytłumaczyć!!! =o="
M-<Przydusza stopą łysą głowę Voldzia> Przymknij się! Spalimy cię ^_^
V- C-co?! oOo"
Sr- N-nie! Czekajcie!
U- To nieporozumienie!
Ne- Lubię koty! ._.
All- <look na Koneko> E? -,-"
Ne- Eh... Znaczy, zostawcie go! ^.^"

Dziewczyny przejęły Voldemorta, odwiązały i zwiały w bezpieczne miejsce. Zatrzymują się na odpoczynek.

V- Jak ja nie znoszę tych dzisiejszych dzieci =_=
Sr- Mogło być gorzej...

Po tych słowach zza drzew wyszedł czerwony kapturek. Miał blond włosy, tonę tapety na twarzy w tym uwodzicielsko czerwone usta i głęboko czarny tusz na rzęsach. Króciutką sukienkę i krwisto czerwone buty na wysokim obcasie. 

CK- <czerwony kapturek>- Powiadacie więc, że się zgubiliście? ;*
U- Podsłuchiwałaś nas?!
Sr- Idź sobie, mamy już dosyć na dzisiaj! ;-;
CK- Ohh... No rozluźnij się słodziaczku.. Przy mnie można się rozluźnić ^^
Sr- Nie zbliżaj się =_=
V- <Zza drzew wychodzi z drewnem> Ej, zdobyłem drewienko ^^
CK- O! Jest z wami facet? Huhu, gruba impreza ^^
U- Nie chcę wiedzieć, o czym teraz myśli ._."
Ne- A ja się domyślam ^^
Sr&U- KONEKO =_=
Ne- BIBA *Q*
CK- Hihihihiihihihiih *_* <Błysk w oku>
U- Teraz to wilk powinien wejść =_= Głodny wilk -_-
CK- Jesteś podła!
U- Ja? Podła? A widziałaś siebie w lustrze?! Tak ubrana i chodzi po lesie. Tylko z jednym się kojarzy =_=
CK- Tego już za wiele! Voldziu! Potrzymaj mi kolczyki!!!
U- O? Tak się chcesz bawić? Proszę bardzo!

Usagi i Kapturek mierzą się wzrokiem, Saru i Koneko kibicują Usagi, która ma niesamowitą żądzę krwi w oczach. Kapturek zaczął się zbliżać do rozgniewanej dziewczyny. Coraz szybciej i szybciej aż doszło do biegu. Niewzruszona Usagi czeka na odpowiedni moment by uderzyć. Bierze zamach i... Kapturek się wy*** , ponieważ drogie dzieci, pamiętajcie, że obcasy to nie adidasy. W obcasach się nie biega. Wszyscy zrobili grobowe miny, po czym Saru i Koneno wybuchnęły niesamowitym śmiechem. Usagi stojąca z miną mówiącą <WTF!?>. Kapturek się podniósł i rozpłakał, bo zniszczył obcasy, sukienkę i make-up. Więc poszedł szukać innego towarzystwa.

CK- Jesteście beznadziejni! Żal mi was tępe dźdy! Buuuuu T_T
U- GADAJ ZDRÓW PUSTAKU.
Sr&Ne- Woooow! Usagi .o.
U- No co? .__.
Sr- N-nie... Nic...
U- Dobra! Idziemy poszukać Tory. ^.^
V- Dziwne dzieci... ._.

I poszli dalej.


W siedzibie
Wszyscy prócz Aquy są w salonie, Tobi, Deidara, Sasori i Hidan oglądają telewizję. Kakuzu przegląda książeczkę Bingo. Konan gada do lustra. Zetsu pielęgnuje roślinki. Itachi patrzy przez okno, a Pain dopiero przekracza progi salonu.

P- Ej, kogoś mi tu brakuje...
Ko- Nie martw się kotku, tu siedzę ^_^
P- Nie, ciebie nie =_= Właśnie, gdzie Aqua???
Ko- Czy to ważne? -,-
I- Wydaje mi się, że siedzi w pokoju. Nie jest w najlepszym nastroju...
Ko- Pff...  =.=
P- Mam świetny pomysł! Spędzimy ten wieczór jak normal... Ehm, przyjemnie. ._. Spróbujcie wymyśleć jakieś zabawy, a Kakuzu przyprowadzi Aquę ^_^
D- A ty nie możesz?
P- Ja zaraz przyjdę, muszę coś zrobić ^.^
Ka- Już idę...

Mam dosyć... Co jest do cholery?! Nikomu nie jest na rękę moja obacność... Jak długo to jeszcze potrwa...?
-Znowu jest coś nie tak? -,-"
Nie ważne... Poprostu nadal nierozumiem, po co mnie jeszcze tu trzymają...
-Czy to ważne? Wreszcie się coś stało w twoim nudnym, monotonnym życiu! A ty się takimi pierdołami przejmujesz. Wstydź się =_=
Eeee? O_o
-Weź byka za rogi i jedziesz! Pokaż temu smerfowi gdzie ma miejsce do cholery!!! Bo jak narazie to jesteś dupa blada a nie Aqua, którą znam =____="
A-Aquos...? To... To takie życiowe, mądre i-i głębokie O_O Zupełnie nie podobne do ciebie, wiesz? =,=" Ale dzięki .__.

Ka- <Puk Puk> Aqua, wchodzę.
A- <Leżąca przy oknie, sprawiająca wrażenie sflaczałej kukły. Wpatruje się w gwiazdy>
Ka- Aqua, chodź na dół, Lider chciał jakoś urządzić wieczór.
A- <Słabym głosem bez wyrazu> Po co...?
Ka- Zejdź, to się dowiesz.
A- Nie chcę...
Ka- Złaź na dół. Ostatni raz się powtarzam. -,-"
A- Nie trać głosu, idź beze mnie...
Ka- Hee... <W jednej sekundzie podniósł Aquę i przełożył przez ramię jej sflaczałe ciało>
A- No nie, znowu???To nie jest zabawne ;__;
Ka- Mogłaś sama wstać.
A- Puść mnie, nie idę.
Ka- Nie masz nic do gadania.

-Się wpakowałaś xD Aż mi cię żal... Albo nie, jednak nie. ^W^
A weź się przymknij ;-;

Ka- Mam Aquę.
Ko- No nie... =-=
T- Tobi ma fajną grę!!!
A- Grę? O co chodzi? ;-;
T- Będzie wieczór gier i zabaw! Yay! ^o^
D- Od ,,Zgadnij, co to jest?" po Kalambury! I wiele więcej...
A- eeee .__.
T- Zagrajmy w ,,Zgadnij, co to jest" !!!
A- Niech będzie... ^_^

-Hmmm... Poznaję ten błysk w oku... Widzę, że coś wymyśliłaś ^_^
A żebyś wiedział @___@    

D- To kto zgaduje?
A- Wiem! To może alfabetycznie? Konan! ^_^
Ko- C-co?! Przecież to nie jest alfabetycznie!!!
A- Z racji tego, że 2+2=4, a piasek by był z wody, to jakie państwa miały by więcej betonu? Odpowiedź jest prosta. Ponieważ Bohaterski wieśniak jechał kombajnem przez morze karmelu pełne kabli, niestety jazdę przerwała mu głodna Magda Gessler, która myślała, że jest bigosem z kabanosem. Dlatego ty będziesz pierwsza. Rozumiesz?
Ko- Eeee? O.O
A-Więc zaczynamy ^W^ <zawiązuje jej opaskę na oczach>
I- Jesteś niemożliwa .___."
A- Hyyhyhy @__@  Więc zasady są proste. Ktoś ci podsuwa przedmiot do pomacania, a ty masz zgadnąć, co to jest, rozumiesz?
Ko- Yyy... Tak.
A- Ok, ale coś czuję, że sobie nie dasz rady... Możemy ci podpowiadać, jak chcesz ^_^
Ko- Że niby ja nie dam rady?!
A- No wiesz, głupio by było, bo to jest banalnie łatwa gra, więc jak sobie nie dasz rady...
Ko- Dam radę! Dawać mi ten przedmiot! Wymacam go!!! >O<
A- Ok. ^W^

Aqua podsuwa Konan... KAKTUSA. Polanego wrzącym olejem, by rozgrzane igły łatwiej i głębiej się wbijały oraz szybko schnącym, bardzo mocnym klejem, by przedłużyć przyjemność z igłami i olejem.

Ko- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! >O<

Hahahahahahahahahhaahahahhahahahahahhaha!!! Ma za swoje x3
-Haha! Wiedziałem, że wymyślisz coś genialnego. 
Ahh... Wspaniale! Dawno się tak nie ubawiłam ^W^ No... Wybiegła do łazienki ^^
- Hahah, biedna, zaraz zobaczy, że to klej wodoodporny. Tylko patrzeć *.*

P- <Wbiega do salonu> Co się stało?!?!?! O_O

Wszyscy powstrzymują się od śmiechu.

I- Niezdarna Konan chciała pogłaskać kaktusa, po tym jak wykąpała go w oleju i poprzyklejała do niego igły... xd
P- Ej... Coś mi tu kręcisz...
D- Wykąpała go w oleju, ponieważ uznała, że woda jest nie modna i ma nudny kolor, a olej błyszczy i jest złoty. Chciała upiękrzyć kaktusa ćwiekami, ale ich nie miała, więc przykleiła do niego więcej igieł. Na koniec uznała, że jest prześliczny i chciała go przytulić.... xddd
P- Dobra, już wam wierzę .__.
A- <Podchodzi do Itachiego i delikatnie szarpie go za rękaw> Ej, Itachi... Nie musicie mnie kryć...
I- Nie przesadzaj, już dawno należało się coś takiego Konan. Ma za swoje. A po za tym, to było genialne, dawno się tak nie ubawiłem xdd
A- N-naprawdę *,*
D- Yhm ^.^
P- Dobra... Ja wracam.
I- A co ty robisz?
P- Niespodzianka ^_^

W lesie
V- EJ! Patrzcie! To jest tam! Widziecie?!
Sr- Tamto wielkie coś z oknami?
V- Tak!
U- W sumie wygląda, jak siedziba morderców...
Ne- To chodźmy już! ATAK!
Sr- TAAAK!
U- Stop! Czekajcie! Mamy przecież doczynienia z mordercami!!!! >O<
V- Biegniemy!! ŁIII! ^W^ <Łapie Usagi za dłoń i ciągnie ze sobą>

Wszyscy biegną  na siedzibę, by wywarzyć drzwi...

W siedzibie

Ka- No nie mów, że nie wiesz!
A- Nie wiem nooo...! Hmmm, nitki???
Ka- Blisko...
A-Sznurki?
Ka- Bliżej...
P-<Wchodzi do salonu, cały ubabrany koktajlem truskawkowym. Za pomocą Boskiej mocy unosi jedenaście szklanek z koktajlem> Kto chce się napić? ^_^
D- Sam to zrobiłeś?! .__.
P- Ze świeżych truskawek ^o^
A- DRUTY!
Ka- TAK!

Nagle do siedziby wparowały dziewczyny z Voldemortem. Pain przez hałas upuścił szklanki. Dziewczyny spojrzały w stronę salonu, ich oczom ukazała się Aqua, która miała zawiązane oczy, a Kakuzu, który przed nią kuca, trzyma druty tuż przy jej dłoniach... 

No... Łatwo sobie wyobrazić ten obrazek. Cóż za pechowy zbieg wydarzeń. Co będzie dalej? Co będzie z Konan? Tego się dowiecie w następnej notce ;D

By: AQUA~